Jeszcze rok temu kolejarskie związki zawodowe groziły strajkiem, domagając się podwyżek pensji. Związki postawiły na swoim, spółki z Grupy PKP podniosły im płace średnio o 300-500 zł brutto. Całą Grupę PKP kosztowało to w 2008 r. 720 mln zł, a towarowe PKP Cargo sto kilkadziesiąt milionów złotych.
Teraz PKP Cargo ma spore kłopoty. Zarząd spółki już w połowie zeszłego roku zaczął restrukturyzację. I choć w 2008 r. znalazł oszczędności przekraczające 200 mln zł, to strata firmy za ubiegły rok sięgnęła 176 mln zł. - Gdyby nie zeszłoroczne podwyżki i słabe wyniki z listopada oraz grudnia, bylibyśmy na plusie - mówił na wczorajszej konferencji Wojciech Balczun, prezes PKP Cargo.
Przyznał, że zwolnienia są nieuchronne. W Cargo pracuje około 37 tys. osób. Z tego nawet 7 tys. może stracić pracę. - Wielu osobom kończą się umowy na czas określony, około 1,2 tys. pracownikom przysługują emerytury pomostowe. Część zwalnianych może znaleźć pracę w naszych zapleczach taborowych - zapewniał prezes Balczun. Już teraz 5,5 tys. ludzi nie pracuje i dostaje tylko część
wynagrodzenia.
Realna groźba utraty
pracy podziałała na związkowców, którzy poszli na ustępstwa. - W tym roku zawarliśmy już dwa porozumienia ze związkami, które dadzą w sumie 130 mln zł oszczędności - mówi Balczun. Uzgodniono m.in. obcięcie o 10 pkt proc. funduszu premiowego, zawieszenie wypłat nagród pieniężnych przysługujących za odznacznia państwowe. Kolejarze nie dostaną też bonusów w Święto Kolejarza. Od marca obniżono o 5 proc. podstawę wynagrodzenia pracowników kontraktowych. Wcześniej obniżono wynagrodzenia członków zarządu.
Podobna drogę - od podwyżek po cięcia kosztów - przechodzi też Poczta
Polska oraz PKN Orlen, gdzie ponad jedną czwartą akcji ma skarb państwa.
W Poczcie w 2008 r.
pensje wzrosły dwa razy: najpierw o 137 zł, a później o 400 zł brutto. W efekcie narodowy operator zamknął rok stratą przekraczającą 100 mln zł. - W tym roku w Poczcie podwyżek nie będzie - zastrzega Zbigniew Baranowski, rzecznik Poczty Polskiej. Zarząd już zapowiedział zwolnienia grupowe. Chciałby też zamknąć nierentowne placówki i zastąpić je np.
samochodami pocztowymi.
W Orlenie w ubiegłym roku pensje wzrosły o blisko 9 proc., czyli 280 zł brutto. Kryzys mocno uderzył w rynek paliw. Za 2008 rok firma miała ponad 600 mln zł straty (netto). Mimo to część zakładowych związków domagała się w tym roku 10 proc. podwyżki. Zarząd wynegocjował, że podwyżek nie będzie. Pracownicy dostaną za to nagrody w wysokości 5,5 tys. zł (1,2 tys. zł mniej niż w ubiegłym roku). Nagród nie dostanie za to kadra menedżerska Orlenu.
Państwowe spółki, które przez swą niefrasobliwość płacową wpadły w tarapaty, powtarzają tym samym ruchy, które swoim pracownikom zdążyły już zafundować prywatni pracodawcy. Jak wynika z badań firmy doradczej Deloitte, aż 70 proc. dużych firm w kraju (dużych, czyli o przychodach powyżej 500 mln zł rocznie) w tym roku nie chce dawać żadnych podwyżek.
- Idą trudne czasy, wiele rządów wspiera swoje firmy, ale w zamian wymaga ograniczenia płac. W innych firmach pracownicy godzą się na obniżki płac, by utrzymać pracę - opowiada Krzysztof Rybiński partner firmy doradczej Ernst & Young. - By dać przykład, zarządy w niektórych firmach ograniczają swoje wynagrodzenia. Byłoby dobrze, gdyby takie standardy etyczne cechowały wszystkie polskie firmy, niezależnie od branży - komentuje Rybiński.