O abolicję podatkową mogli się ubiegać Polacy, którzy w latach 2002-07
pracowali za granicą i, choć mieli taki obowiązek, nie rozliczyli się z podatku od zarobionych tam pieniędzy z naszym fiskusem. W ramach abolicji mogli składać wnioski o umorzenie zaległości podatkowej. Termin składania wniosków upłynął 6 lutego.
Część osób ubiegających się o abolicję nadal przebywa za granicą. Tak jak córka naszego czytelnika. Podobnie jak wiele innych osób wysłała ona wniosek pocztą. Jakież było jej zdziwienie, gdy okazało się, że urząd skarbowy odmówił umorzenia zaległości podatkowej. Urząd uznał, że podatniczka nie dotrzymała terminu wyznaczonego na złożenie wniosku. Swój wniosek wysłała wprawdzie przed upływem terminu, do Polski dotarł jednak już po jego upływie.
Zwykle w takiej sytuacji za termin złożenia wniosku uznaje się datę ze stempla pocztowego na liście. Tak jest np. gdy podatnicy 30 kwietnia przed północą wysyłają swoje PIT-y roczne do urzędów skarbowych listami poleconymi. W tym przypadku było jednak inaczej, bo choć córka naszego czytelnika zgodnie z wymogami wniosek złożyła na formularzu PIT-AZ, to wysłała go pocztą... brytyjską. - "W związku z tym nie zostały spełnione warunki art. 12 par. 6 ust. 2 ustawy z 29 sierpnia 1997 r. - ordynacja podatkowa" - tłumaczy urząd.
- Zastanawiam się, czy decyzja urzędu skarbowego nie jest naciąganiem prawa. Przecież na swojej stronie internetowej Ministerstwo Finansów na pytanie internauty o termin odpowiada tak: "nie musi Pan przyjeżdżać do Polski, aby złożyć wniosek, gdyż może go Pan przesłać pocztą" - pisze ojciec naszej czytelniczki.
O naciąganiu prawa nie ma jednak mowy. W ordynacji podatkowej jak byk stoi, że "termin [złożenia wniosku abolicyjnego] uważa się za zachowany, jeżeli przed jego upływem pismo zostało: ( ) nadane w polskiej placówce pocztowej operatora publicznego albo złożone w polskim urzędzie konsularnym".
- Zgodnie z przepisami ordynacji urząd skarbowy przyjmie pismo, które wpłynęło po terminie, tylko wtedy, gdy przed jego upływem to pismo zostało nadane w placówce Poczty Polskiej lub złożone w polskim urzędzie konsularnym - mówi Tomasz Rolewicz, menedżer i
doradca podatkowy z firmy PricewaterhouseCoopers. - I dlatego najlepiej wysyłać pisma z zagranicy odpowiednio wcześniej, aby doszły do urzędu przed terminem, lub też składać je w polskich urzędach konsularnych - uzupełnia Andrzej Marczak, doradca podatkowy z firmy KPMG.
Obaj są zgodni, że wymóg nadawania pism i zeznań podatkowych za pośrednictwem Poczty Polskiej (lub urzędu konsularnego) utrudnia załatwianie spraw podatkowych podatnikom przebywającym za granicą. - Warto pomyśleć o zmianie tego trochę archaicznego przepisu, skoro chcemy budować jednolite standardy na obszarze całej Unii Europejskiej - mówi Marczak. Jego zdaniem, choć w tej sytuacji podatniczka już formalnie straciła termin i spotkały ją bolesne tego konsekwencje, to może jednak próbować argumentować, że taki zapis ordynacji jest niezgodny z unijnymi zasadami, np. z zasadą swobodnego przepływu osób.
Z postulatem zmiany przepisów zadzwoniliśmy do Ministerstwa Finansów. - Przekażę tę sugestię osobom, które zajmują się ordynacją podatkową - obiecała Magdalena Kobos, rzeczniczka prasowa resortu finansów.
- Zgadzam się, że przepis jest archaiczny. Przyjrzymy mu się, zaprosimy przedstawiciela Ministerstwa Finansów - obiecał z kolei poseł Marek Wikiński (Lewica), zastępca przewodniczącego sejmowej komisji "Przyjazne państwo", która walczy z bublami prawnymi. I poprosił, aby poszkodowana czytelniczka skontaktowała się bezpośrednio z komisją. - Zbadamy, czy minister finansów nie mógłby w tym przypadku przywrócić terminu na złożenie wniosku - dodaje Wikiński.