"Płatne postojowe" rząd chce sfinansować z podwyższenia składki na Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych - dowiedziała się "Gazeta"
Specjalnego pakietu antykryzysowego domagali się od rządu zarówno związkowcy, jak i pracodawcy. Dwa tygodnie temu dogadali się oni w Komisji Trójstronnej, jak pomóc firmom, by nie musiały zwalniać ludzi. Liczące 13 punktów porozumienie wysłali do premiera i czekali na reakcję. Wczoraj porozumieniem zajął się rząd.
Premier Donald Tusk na konferencji prasowej zapewnił, że do końca kwietnia rząd wyśle do Sejmu ustawy uwzględniające postulaty związkowców i pracodawców.
Najważniejsza z nich będzie zakładać dopłaty państwa do pensji pracowników, których zakłady mają przestoje z powodu kryzysu. Pracownik mógłby liczyć na pensję minimalną, czyli 1276 zł, płaconą w części przez firmę, a w części przez rząd.
Pieniądze - jak zapowiedziała minister
pracy Jolanta Fedak - wyłoży Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Składkę do niego płacą pracodawcy - 0,1 proc.
wynagrodzenia za każdego pracownika. To polisa ubezpieczeniowa: gdy jakiś zakład zbankrutuje i nie ma na
pensje, pracownikom wypłaca je Fundusz.
Przez kilka lat Fundusz miał nadwyżkę. Resort finansów dwa lata temu zastanawiał się nawet nad uwolnieniem pracodawców od składki. Teraz odłożone na czarną godzinę zaskórniaki pójdą jak woda, bo w kryzysie wiele firm może upaść.
Skąd więc wziąć z Funduszu jeszcze na postojowe? Rząd chce - jak się dowiedzieliśmy - podnieść składkę na Fundusz z obecnych 0,1 proc. do 0,25 proc. Fundusz zarobi na tym 1 mld zł rocznie.
- Pomysł jest taki, by zwiększyć składkę do 2011 r. Przy czym firmy, które nie skorzystały z pomocy, wróciłyby po 2011 r. do starej, niższej składki. Te, które wzięły na postojowe - nadal płaciłyby stawkę wyższą. W ten sposób niejako spłacałyby kredyt zaciągnięty w Funduszu - powiedział nam jeden z ministrów pracujących nad pakietem.
Podwyższenie składki oznacza wyższe koszty pracy. Przedsiębiorcy jednak nie protestują. - W zamian chcemy bardziej elastycznego czasu pracy. Gdy rząd spełni ten postulat, nie widzę problemu - mówi Jeremi Mordasewicz z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan".
Minister Michał Boni poinformował, że rząd chce też przyspieszyć pomoc dla zwalnianych pracowników w razie upadłości firmy. Dziś pracownicy upadających zakładów mają wypłacane pensje z FGŚP dopiero wtedy, gdy uprawomocni się wyrok sądu o upadłości przedsiębiorstwa. Rząd chce, by już samo złożenie wniosku o upadłość pozwalało Funduszowi na wypłatę.
Co jeszcze znajdzie się w rządowym pakiecie? Ograniczone będą - prawdopodobnie do dwóch lat - umowy na czas określony. Po tym okresie firma będzie musiała zatrudnić pracownika na stałe.
Rząd zgadza się też na postulowany przez pracodawców elastyczny czas pracy. Oznacza to, że gdy firma nie będzie miała zamówień, pracownik będzie pracował krócej - np. sześć godzin dziennie. Gdy
zamówienia są - dłużej, np. dziesięć. Ale pracodawca nie będzie musiał płacić za nadgodziny.