Analitycy wzięli na warsztat plan tzw. separacji funkcjonalnej, czyli proponowany przez Urząd Komunikacji Elektronicznej podział TP na cześć hurtową i detaliczną oraz przedstawioną przez TP Kartę Równoważności, czyli plan zmian wewnątrz firmy, które zwiększą przejrzystość w relacjach byłego monopolisty z operatorami alternatywnymi.
Oba rozwiązania mają ten sam cel - sprawić, że TP będzie współpracować z innymi operatorami na takich samych zasadach, na jakich dziś jej cześć hurtowa (zarządzająca kablami) współpracuje z jej własną częścią detaliczną.
Izba gospodarcza zrzeszająca operatorów alternatywnych wskazywała na liczne przykłady obstrukcji ze strony TP: miesięczne opóźnienia w przekazywaniu informacji technicznych niezbędnych do podłączenia abonenta czy zwlekanie z podpisywaniem dokumentów. Efekt? Mniejsza konkurencja na rynku, a więc i mniejsza szansa na poprawę jakości usług czy obniżenie cen.
- Separacja funkcjonalna jest drogim eksperymentem na żywym organizmie rynku - przekonuje Emil Konarzewski, partner zarządzający Audytela. I dodaje: - Zastosowanie tego środka regulacyjnego może przynieść duże korzyści, przede wszystkim dla konsumentów, ale jest związane z różnego rodzaju ryzykiem i dużymi kosztami. Dlatego też warto wziąć poważnie pod uwagę scenariusz alternatywny zaproponowany przez TP - mówi Konarzewski. Jego zdaniem to rozwiązanie gwarantuje szybsze osiągnięcie korzyści.
Zdaniem analityków Audytela podział ułatwiałby za to zarządzanie częścią hurtową, bo byłaby ona bardziej niezależna od władz Grupy TP niż w przypadku Karty Równoważności. Efekty byłyby też łatwiejsze do kontrolowania, a obsługa operatorów alternatywnych - łatwiejsza. Z kolei wdrożenie koncepcji TP jest tańsze. Słabą stroną tego rozwiązania jest to, że nie ma ono podstaw w obowiązującym prawie, a poza tym może być obierane przez rynek jako działanie pozorne. Minusy ma też jednak - zdaniem Audytela - podział. Jest to "prawdopodobnie dużo późniejszy" moment wdrożenia rozwiązania.
UKE na temat raportu Audytela się nie wypowiada.
- Dyskusje na temat wyższości jednego rozwiązania nad drugim będą jeszcze się toczyć. My też będziemy jeszcze wykonywać wiele analiz. Z całą pewnością ważna jest dla nas budowa sieci szerokopasmowych - podkreśla Anna Streżyńska, prezes UKE.
Zapowiada, że teraz Urząd będzie przez co najmniej miesiąc porównywać oba rozwiązania. Ostateczna decyzja o ewentualnym podziale ma zapaść do końca roku.
Analitycy Audytela w swoim raporcie zwracają też uwagę również na dotkliwy problem braku nowoczesnej infrastruktury światłowodowej, którego żadna z koncepcji nie rozwiązuje. M.in. z tego powodu
Polska wciąż plasuje się pod koniec listy krajów z najpowszechniejszym dostępem do szerokopasmowego internetu. Z opublikowanego kilka dni temu raportu Komisji Europejskiej wynika, że w styczniu miało go u nas niewiele ponad 13 proc. mieszkańców. Choć nie wszystkie dane KE były aktualne i nie ujęto w nich informacji o małych dostawcach usług internetu szerokopasmowego, to jednak nie zmienia to faktu, że z dostępem do sieci nie jest u nas najlepiej.
Ma to zmienić specustawa, której projekt przygotował dla rządu UKE. Dzięki temu budowa łączy do szybkiego internetu ma ruszyć z kopyta, bo ułatwi inwestowanie na najniższym szczeblu - samorządowym, przy wsparciu rządu oraz współpracy z inwestorami. Ten projekt - po akceptacji premiera - powinien trafić do resortu infrastruktury, a stamtąd do Sejmu. Ustawa powinna zostać przyjęta pod koniec roku.