Biznes Ludzie Pieniądze

Na ra(b)tunek emerytom

Marcin Bojanowski
09.04.2009 , aktualizacja: 09.04.2009 12:36
A A A Drukuj
Podpieranie się autorytetem nadzoru finansowego, powoływanie się na nieistniejące rankingi ?Gazety? i wprowadzanie w błąd przyszłych emerytów - tak fundusze emerytalne próbują zatrzymać przy sobie odchodzących klientów.
SERWISY
Tam, gdzie pojawia się akwizytor OFE, musi pojawić się i ratownik. Zadanie ma na pozór proste: za wszelką cenę zatrzymać klienta w funduszu, z którego akwizytor chce go przenieść. - Sposobów na to jest kilka, ale najczęściej wystarczy postraszyć i klient sam się rozmyśli - mówi "Gazecie" ratownik pracujący dla ING.

Dla uciekinierów - tak ratownicy nazywają nielojalnych klientów - ma przygotowaną specjalną broszurę "Mity i fakty". ING zachęca w niej: "zanim zmienisz fundusz, przeczytaj, przemyśl i sprawdź". Z ulotki dowie się np., że najniższe opłaty na rynku ma właśnie ING, bo większość jego klientów płaci jedynie 5,8 proc. od każdej składki. Więcej, bo 7 proc., płacą tylko nowi klienci.

- To wprowadzanie klientów w błąd - denerwuje się Agnieszka Nogajczyk-Simeonow, prezes towarzystwa Allianz. Przypomina, że ich klienci bez względu na staż płacą jedynie 4 proc. - To, co robi ING, jest nie fair - dodaje.

- Odsyłamy klientów po więcej informacji, zarówno na naszą stronę, infolinię, jak i stronę internetową Komisji Nadzoru Finansowego, gdzie klient może znaleźć wszystkie informacje dotyczące poszczególnych funduszy emerytalnych - tłumaczy Beata Zduńczyk-Skup, rzecznik ING.

Broszura rzeczywiście opatrzona jest adresem strony internetowej KNF. Całość wygląda, jakby było wydrukowane na papierze firmowym Komisji. KNF nic jednak o tym nie wie. - To może sugerować, że materiał ten powstał we współpracy z KNF, co nie jest prawdą - mówi Katarzyna Biela z KNF. Jej zdaniem informacje w broszurze mogą wprowadzać w błąd klientów funduszu. - Przeprowadzimy postępowanie w tej sprawie - zapowiada.

ING jest innego zdania. - Według nas na podawanie adresu strony KNF, która jest ogólnie dostępna, w ulotce nie musimy mieć zgody - przekonuje Beata Zduńczyk-Skup, rzecznik ING. Przyznaję jednak, że jej użycie w broszurze było "bardzo niefortunne". - Mogło to rodzić przypuszczenie, ze KNF był jej współtwórcą - przyznaje Zduńczyk-Skup.

Na tym nie koniec. W dalszej części ulotki ING chwali się pierwszym miejscem w rankingu funduszy emerytalnych "Gazety Wyborczej" z 2 grudnia ubiegłego roku. Tyle że "Gazeta" nie opublikowała tego dnia żadnego rankingu. Zestawienie funduszy emerytalnych, na które powołuje się ING, pochodzi z tekstu o... oszustwach akwizytorów OFE. W rankingu "Gazety" zamieszczonym kilka dni później ING zajął 3. miejsce ex aequo z Pekao. Wyprzedziły go Generali i Allianz.

- To normalna praktyka i "lew" nie jest wyjątkiem - mówi "Gazecie" prezes jednego z mniejszych OFE, które od kilku miesięcy próbuje walczyć z nieuczciwymi akwizytorami i ratownikami. - To system jest chory, a OFE tylko się do niego dopasowują. Można go leczyć po kawałku, tak jak robi to "Gazeta", albo przeciąć ten wrzód raz na zawsze - tłumaczy.

Na to na razie się nie zapowiada. Rząd, mimo propozycji KNF, nie zamierza ukrócić praktyk akwizytorów i ratowników. - Pozostaje więc praca organiczna - mówi nasz rozmówca. Do podobnych wniosków doszedł i ING: - Po przeanalizowaniu ulotki uznaliśmy, że nie jest ona do końca zgodna z naszymi standardami, i postanowiliśmy natychmiast wstrzymać jej wysyłanie do klientów - zapewniła "Gazetę" Zduńczyk-Skup.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów