Po śmierci męża Ewa K. zwróciła się do jego funduszu emerytalnego o wypłatę zgromadzonych tam oszczędności. Nationale-Nederlanden (dzisiaj ING) wypłacił jej tylko połowę - ok. 14 tys. zł. Resztę przelał na konto emerytalne, które jej u siebie założył.
Ewa K. zażądała od NN wypłaty reszty pieniędzy, bo do
OFE wstępować nie musiała. Jest sędzią i jej ten obowiązek nie obejmuje. - Wszystkie pieniądze po mężu powinnam więc dostać do ręki - tłumaczyła.
Sprawę skierowała do sądu. Sądy rejonowy, a potem okręgowy przyznały jej rację. Uznały, że fundusz może zostawić część oszczędności na emerytalnym koncie tylko wtedy, gdy taka osoba należy do OFE. - Gdy takiego obowiązku nie ma, cała kwota składek zgromadzonych przez ubezpieczonego powinna być wypłacana bezpośrednio osobie, którą wskazał, w tym wypadku żonie - stwierdziły sądy.
Nationale-Nederlanden nie zgodził się z taką interpretacją przepisów i złożył kasację do Sądu Najwyższego. - Przepisy regulujące zasady emerytur kapitałowych są jasne i stanowią, że połowa środków jest wypłacana przez OFE współmałżonkowi zmarłego członka funduszu, a druga połowa przekazywana na jego indywidualne konto w OFE - tłumaczyła w sądzie Anna Samolej, pełnomocniczka funduszu. Jej zdaniem resztę pieniędzy OFE może wypłacić od razu do ręki albo w postaci wyższej emerytury, ale dopiero w momencie przejścia na emeryturę. - Bez względu na to, czy taka osoba miała obowiązek być członkiem OFE - przekonywała.
Sąd Najwyższy stanął po stronie Nationale-Nederlanden. - Fakt, że małżonek zmarłego członka OFE nie należy do żadnego funduszu emerytalnego, nie ma znaczenia z punktu widzenia przepisów obowiązujących te fundusze - uznał SN. - Małżonek zmarłego skorzysta z pieniędzy po nim dopiero wtedy, gdy sam przejdzie na emeryturę - uzasadnił wyrok sędzia Jerzy Kuźniar.