Już 19 mld złotych. Taką wartość mają umowy o unijną dotację, podpisane do wczoraj w całej Polsce - poinformowała w czwartek minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska
Do tego dochodzą jeszcze wnioski o dotację, które przeszły z dobrym wynikiem wszystkie etapy oceny i teraz czekają na podpisanie umowy. Ich wartość - twierdzi szefowa MRR - to 35 mld złotych.
- To oznacza, że jesteśmy spokojni jeśli chodzi o realizację celu wydatków na cały 2009 r. Na pewno uda się wydać planowane 16,8 mld złotych - podkreśla Bieńkowska. Żeby odebrać 16,8 mld zł z kasy Unii Europejskiej, wartość podpisanych umów i rozpoczętych projektów inwestycyjnych musi sięgać dziesiątków miliardów złotych.
- Prognoza wydatków w pierwszym kwartale została znacznie przekroczona. Planowaliśmy, że wydamy z unijnej kasy 725 mln złotych. Tymczasem w rzeczywistości wydaliśmy 2,1 mld zł - cieszy się Bieńkowska.
Resort rozwoju przyznaje jednak, że nie wszystko działa tak, jak powinno. Zwłaszcza zaliczki - które miały być cudownym lekiem dla gospodarki, przyspieszającym wydawanie unijnych pieniędzy.
Choć od wydania rozporządzenia w tej sprawie minęły już dwa miesiące, wysokość wypłaconych zaliczek w całym kraju jest wciąż niska: niewiele ponad 300 mln złotych.
Najgorzej jest w regionach. Z oceny MRR wynika, że tak naprawdę tylko w jednym województwie - w Małopolsce - zaliczki zaczęto wypłacać. Aż w pięciu województwach (Wielkopolska, Warmińsko-Mazurskie, Kujawsko-Pomorskie, Podlaskie i Lubelskie) zaliczki w ogóle nie są możliwe, ze względu na lokalnie przyjęte przepisy.
Ministerstwo Rozwoju Regionalnego krytykuje za opieszałość także Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości, która zarządza dotacjami dla przedsiębiorców. - PARP nie robi tego tak szybko, jak powinna - mówi Bieńkowska. Zasady wypłacania zaliczek Agencja ogłosiła dopiero wczoraj (w dwa miesiące od opublikowania rozporządzenia). Bieńkowskiej takie tempo bardzo się nie podoba i dlatego w przyszłym tygodniu ma się spotkać z szefową PARP, Bożeną Lublińską-Kasprzak.