Na łamach "Gazety" (i na wyborcza.pl) od wielu dni opisujemy przypadki gorszego traktowania polskich konsumentów przez sklepy i serwisy internetowe. Nie akceptują polskich kart płatniczych, nie wysyłają do Polski paczek, blokują dostęp użytkownikom z polskim numerem IP. W najlepszym razie wymuszają, by mieszkaniec Warszawy czy Słupska jako swój adres podawał fikcyjne ulice np. z Wielkiej Brytanii lub Niemczech.
Zaczęliśmy od koncernu
Apple, który do dziś nie otworzył w Polsce w pełni funkcjonalnego sklepu iTunes. W efekcie w Polsce nie można legalnie kupić muzyki z iTunes, np. najnowszych hitów
U2, Stinga czy Beyonce Knowles. I choć w listach od czytelników prym wiodą Amazon i
Microsoft, Apple znów dało pretekst, by znaleźć się na naszej liście.
Tym razem chodzi o sklep App Store, z którego właściciele iPhone'ów czy iPodów Touch mogą ściągać przeróżnej maści aplikacje (np. gry, komunikatory etc.). W serwisie jest ponad 20 tys. aplikacji, część płatnych (od sprzedaży Apple zabiera dla siebie 30-proc. prowizję). App Store okazał się strzałem w dziesiątkę: po niespełna roku już pobrano zeń blisko miliard programów, a konkurencja (Nokia, Microsoft czy
Google) na wyścigi próbuje pomysł skopiować. A Apple - podobnie jak przy sprzedaży muzyki w iTunes - postanowiło podkręcić tempo ściągania aplikacji. I ogłosiło promocję: kto ściągnie miliardową aplikację z App Store, dostanie nagrody warte prawie 14 tys. dolarów (w tym laptopa MacBook Pro, iPoda Touch i bon na zakupy w iTunes wart 10 tys. dol.). Sęk w tym, że choć Polacy mogą z App Store korzystać i kupowane przez nich aplikacje wliczają się do statystyk, Apple wykluczyło ich z promocji. Wygrać może tylko mieszkaniec USA, Australii, Japonii czy jednego z kilkunastu krajów europejskich (nie tylko unijnych).
- Widać jesteśmy klientami drugiej kategorii - mówi pan Dariusz, który podesłał nam informację o promocji. Z AppStore ściągnął już blisko 90 aplikacji, wydając w sumie 30 euro.
A czytelnicy "Gazety" wciąż nadsyłają przykłady e-dyskryminacji. "Bardzo słuszna akcja. Sam mogłem się o tym przekonać, chcąc kupić dość niszową płytę CD. Jej wydawca polecił mi sklep internetowy cdon.com. Ale ten do Polski płyt nie wysyła" - pisze Przemysław. Joanna regularnie kupuje bilety lotnicze za pośrednictwem serwisu Orbitz.com, w którym Polskę dostrzeżono dopiero niedawno. - Wcześniej musieliśmy trochę oszukiwać, wpisując kraj "Germany" i adres "Warszawa". Panama była, Polski nie. Gratuluję pomysłu, w końcu Polacy nie gęsi.
Do jej gratulacji dołącza się Dawid, właściciel Xboksa 360 Microsoftu. "Bardzo spodobała mi się wasza akcja" - pisze. Z usługi Xbox Live (umożliwia m.in. granie przez internet) korzysta tylko dlatego, że zarejestrował się na adres polskiej ambasady w Londynie. Ale system zablokował polskie IP, gdy Dawid chciał wykorzystać kod z kupionej w Polsce gry "Gears of War 2" (wydawca: Microsoft) do ściągnięcia dodatków. "Forum internetowe podaje sposób na ominięcie blokady, lecz wymaga to dodatkowego sprzętu i kilku godzin zabawy z komputerem i konsolą. Mam wrażenie, że Microsoft faktycznie chce, aby Polacy oszukiwali i nie kupowali ich usług, skoro nielegalne połączenie nic nie kosztuje i działa bez problemu" - pisze nasz czytelnik.