Biznes Ludzie Pieniądze

Banki z ulic nie znikną

Nina Hałabuz
19.04.2009 , aktualizacja: 19.04.2009 20:27
A A A Drukuj
Pomimo kryzysu zrobimy wszystko, żeby nie zamykać oddziałów - zapowiadają bankowcy.
- Zbudowali apartamentowiec, na dole miały być sklepiki, fryzjer, a są tylko te banki i banki - narzeka pani Ewa, która niedawno wprowadziła się do nowego mieszkania przy rondzie Wiatraczna na warszawskiej Pradze Południe.

Komisja Nadzoru Finansowego podaje, że na koniec ubiegłego roku w Polsce było blisko 14,7 tys. placówek bankowych. Tylko w 2008 r. przybyło ponad 1,2 tys. nowych punktów. Wydawałoby się, że w czasach kryzysu, gdy banki na każdym kroku szukają oszczędności, placówki zaczną znikać z centrów miast. Ale bankowcy zapewniają, że nie zamierzają rezygnować ze z trudem wywalczonych lokalizacji.

- Nie zamykamy oddziałów. Wręcz przeciwnie - w tym roku otworzymy kilka nowych - zapowiadają zgodnie przedstawiciele Banku Zachodniego WBK i Millennium. Ten pierwszy ma obecnie 511 punktów, drugi - 483. - Jesteśmy na końcowym etapie rozbudowy sieci. Pod koniec roku chcemy mieć 500 oddziałów - mówi Wojciech Kaczorowski, rzecznik Millennium. Przyznaje, że część placówek zostanie zamkniętych... ale tylko po to, by przenieść je do lepszych lokalizacji. Podobne deklaracje składają AIG, ING Bank Śląski, Polbank i GE Money Bank. - Na bieżąco analizujemy koszty działania, ale nie podejmujemy decyzji o ograniczeniu liczby placówek - zapewnia Aleksandra Kwiatkowska, rzecznik GE Money Banku.

Czy to znaczy, że bankowcy nie boją się kryzysu? Boją się, ale twierdzą, że bez rozbudowanej sieci oddziałów nie są w stanie na dużą skalę oferować klientom lokat ani szybkich pożyczek. Z tym argumentem zgadza się Michał Macierzyński, analityk Bankier.pl. - Chociaż coraz chętniej kontaktujemy się z bankiem przez internet, a po kredyt idziemy do doradcy finansowego, dla większości klientów najważniejszym kryterium wyboru banku jest to, czy mają blisko do oddziału - stwierdza analityk. Zwraca jednak uwagę na to, że pod względem zagęszczenia bankowych oddziałów Polska jest w czołówce Europy: z blisko 450 oddziałami na milion mieszkańców niewiele brakuje nam do średniej Niemiec, Austrii i Włoch, a Francję oraz Wielką Brytanię zostawiamy w tyle. - Tylko jak bez oddziałów dotrzemy do blisko połowy ludzi w tym kraju, którzy nie mają nawet zwykłego rachunku - ripostują bankowcy. W czasach kryzysu szukają oszczędności gdzie indziej: - Obniżyliśmy zarobki menedżerów, a pracownikom proponujemy okresowe zmniejszenie godzin pracy, przerwę w karierze zawodowej, 10-dniowe bezpłatne urlopy - wylicza Grzegorz Adamski z biura prasowego BZ WBK. Bank ograniczył też szkolenia i podróże służbowe, a pracownicy nie mogą zostawać po godzinach. Wszystko, żeby nie zwalniać ludzi i nie zamykać placówek.

Likwidowanie części oddziałów zapowiadają tylko najwięksi: PKO BP i Pekao SA. Każdy z nich ma ponad tysiąc placówek. Do tego dochodzą punkty partnerskie i agencje, których PKO BP ma blisko 2,2 tys. Bank jego gotowy zamknąć część oddziałów, których utrzymanie jest zbyt drogie. Z kolei Pekao SA pracuje nad optymalizacją sieci, od momentu gdy pod koniec 2007 r. przejął część Banku BPH.















Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów