Stopa
bezrobocia w Hiszpanii na razie nie jest jeszcze rekordowa, ale już przekroczyła 17 proc. aktywnej zawodowo ludności i jest najwyższa od dziesięciu lat.
Co gorsza, galopującego bezrobocia w hiszpańskiej gospodarce nie daje się zatrzymać, a końca katastrofy wciąż nie widać. Tylko w ciągu pierwszych trzech miesięcy tego roku liczba bezrobotnych wzrosła o kolejne 802 tys. osób. W ciągu roku wzrosła ponaddwukrotnie, czyli przybyło ponad 1,836 mln ludzi bez pracy. - Dane są gorsze, niż oczekiwaliśmy - oświadczyła wczoraj wicepremier ds. gospodarki Elena Salgado.
Jeszcze w styczniu tego roku minister pracy Celestino Corbacho szacował, że do końca roku w Hiszpanii nie będzie 4 mln bezrobotnych, a z końcem roku nastąpi przełom i
bezrobocie przestanie rosnąć. Wczorajsze dane sprowadziły ministra na ziemię. Nie tłumaczył się z błędnych prognoz, lecz tym razem oświadczył, że to nie koniec i ludzi bez pracy będzie przybywać do lipca. Nie odważył się już szacować, do jakiego pułapu ostatecznie wzrośnie.
Niemal przez cały ubiegły rok rząd premiera José Luisa Zapatero najpierw nie przyjmował do wiadomości oznak nadciągającego kryzysu, a potem, gdy ten już wybuchł z całą siłą, minimalizował jego rozmiary. Jeszcze dwa miesiące temu rząd mówił, że recesja wyniesie 1,6 proc. i skończy się w tym roku. Niezależne prognozy przewidywały 2,5-proc. recesję i ok. 0,5-proc. w 2010 r. Prognoza
MFW sprzed kilku dni mówi o 3-proc. spadku w 2009 r. i 0,6-proc. w 2010 r.
Trzy tygodnie temu pod naporem powszechnej krytyki premier Zapatero zwolnił ministra gospodarki Pedro Solbesa i zastąpił go panią minister Salgado. Przyjął też wart 70 mld euro pakiet pobudzania gospodarki. Teraz zapowiada, że ten fundusz jeszcze zwiększy, chociaż MFW ostrzega, że Hiszpanii na to nie stać.
Ekonomiści są pesymistyczni. - Tendencja wskazuje, że przekroczymy 20 proc. może nawet dojdziemy do 23 proc. bezrobocia - przewiduje Dominic Bryant, ekonomista
BNP Paribas. Jeśli do tego dojdzie, pobite zostaną wszelkie historyczne rekordy. A dojść może, bo z ankiet prowadzonych wśród firm wynika, że z powodu kryzysu aż 35 proc. przedsiębiorstw nadal planuje zwolnienia.
Najszybciej bezrobocie rośnie w bogatych regionach Hiszpanii: Katalonii, Madrycie i Walencji. Rozmiary zapaści powiększa fakt, że
rynek pracy się kurczy, i to lawinowo, nie tylko w dziedzinach, od których kryzys się zaczął, tzn. w tradycyjnie wielkim w Hiszpanii sektorze budownictwa, lecz we wszystkich pozostałych, w tym w usługach i przemyśle. W pierwszym kwartale tego roku w usługach przybyło 300 tys. bezrobotnych, o ponad 26 proc. więcej, w budownictwie - 158 tys. (27 proc. więcej), a w przemyśle - 50 tys. (wzrost o 20 proc.). Jedyną gałęzią gospodarki, gdzie w ogóle przybyło nowych miejsc pracy, było rolnictwo, ale i tu w sumie bezrobotnych przybyło 31 tys.
Podczas gdy w 2008 r. wzrost bezrobocia, choć dramatyczny, brał się głównie z przyrostu ludności czynnej zawodowo, która nie znajdowała pracy, w tym roku ponad połowa nowych bezrobotnych to ofiary upadku firm i likwidacji etatów.
To nie koniec fatalnych wieści. Liczba rodzin, w których żaden z jej członków nie ma pracy, podskoczyła w pierwszym kwartale tego roku jeszcze o 241 tys., chociaż w całym 2008 r. wzrosła już prawie o 559 tys. i dzisiaj wynosi już ponad milion.
Rośnie także liczba długotrwałych bezrobotnych, którzy stracili pracę tak dawno, że całkowicie utracili prawo do zasiłków i nie dostają już nic. Takich osób jest już ponad milion.
W tej sytuacji rząd zamierza rozpocząć negocjacje z organizacjami pracodawców oraz związkami zawodowymi, żeby rozszerzyć fundusz dla bezrobotnych. Rząd chce przyznać świadczenia przynajmniej części bezrobotnych bez prawa do zasiłków oraz przedłużyć okres ich pobierania dla tych, którzy je jeszcze mają.
W Hiszpanii stopa bezrobocia jest dziś najwyższa w całej Unii Europejskiej (unijna średnia to 7,9 proc.). Na Hiszpanię przypada w dodatku 90 proc. wszystkich miejsc pracy zlikwidowanych w ostatnim kwartale w dawnej Piętnastce UE.
W liczącej o 20 mln więcej mieszkańców Wielkiej Brytanii bezrobocie wzrosło pod koniec lutego do 2,1 mln osób, czyli o 6,7 proc. (to najwięcej od 12 lat). Na Wyspach w ciągu kwartału przybyło 177 tys. bezrobotnych, w ciągu ostatniego roku - 486 tys.
W Irlandii, w której podobnie jak w Hiszpanii zwolnienia posypały się po załamaniu sektora budowlanego, bezrobocie wzrosło z 5,3 proc. w marcu 2008 r. aż do 11 proc. w marcu tego roku, czyli sięga 373 tys. W latach 2003-07 oscylowało wokół 4,5 proc.
Pod względem liczby ludności Hiszpanii (45 mln) najbliżej jest do Polski (38 mln mieszkańców). W Polsce według resortu pracy pod koniec marca było 1,76 mln zarejestrowanych bezrobotnych (11,2 proc.).