- Dzięki kartom kredytowym sieci handlowe zwiększają sprzedaż i odnoszą dodatkowe korzyści, bo klienci kupują ich towary za pożyczone pieniądze. Opłaty za płatności
kartami kredytowymi powinny być więc wyższe niż w przypadku
kart debetowych - tłumaczył Peter Ayliffe, prezes Visa Europe, w rozmowie z "Gazetą" podczas konferencji "Insights 2009" w Berlinie.
Ayliffe liczy, że te argumenty przekonają Komisję Europejską, która prowadzi przeciwko Visie postępowanie antymonopolowe w sprawie tzw. opłat interchange. Jest to opłata, którą ponoszą sklepy i punkty handlowe od każdej płatności kartą. Pieniądze trafiają do kieszeni bankowców - wydawców kart. Zdaniem Komisji interchange sztucznie winduje koszty transakcji, które ponoszą sieci handlowe i konsumenci. Ayliffe wyjaśnia, że banki ponoszą koszty finansowania okresu bezodsetkowego, który w przypadku wielu kart wynosi ponad 50 dni, oraz prowadzenia konta.
Visa ma jednak trudny orzech do zgryzienia: z Komisją Europejską porozumiał się już jej największy konkurent, firma MasterCard. MasterCard, który prowadził negocjacje równolegle z Visą, zgodził się, żeby opłata interchange za płatność
kartą debetową nie przekraczała 0,2 proc. wartości transakcji, a
kartą kredytową - 0,3 proc. Komisja domaga się, by takie same stawki przyjęła Visa. Prezesowi Ayliffe takie warunki trudno będzie zaakceptować - jego zdaniem można obniżyć opłaty za płatności kartą debetową, ale wtedy stawki za transakcje kartami kredytowymi powinny wzrosnąć do 0,8 proc. Obecnie opłaty interchange przy kartach kredytowych i debetowych są równe i wahają się od 0,5 do 0,75 proc.
Spór o interchange ma też swoją polską odsłonę. W styczniu 2007 r. stosowaniu opłat interchange sprzeciwił się prezes Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Zarzucił on dwudziestu działającym w Polsce bankom wspólne ustalanie wysokości opłat pobieranych za transakcje kartami Visa i MasterCard, oskarżył je o zmowę cenową i nałożył na nie 164 mln zł kary. Od tej decyzji banki odwołały się do sądu, który w listopadzie ubiegłego roku uznał ich racje. Szef UOKiK skierował sprawę do sądu apelacyjnego.