Konrad Niklewicz: Czy jednolity unijny rynek usług i handlu online w ogóle istnieje? Viviane Reding*: Kiedy razem z komisarz ds. konsumenckich Megleną Kunevą zobaczyłyśmy bałagan, jaki panuje na rynku online, zorientowałyśmy się, że tak naprawdę nie ma jednolitego rynku. Konsumenci wciąż się boją sieci, nie wykorzystują w pełni możliwości dokonywania zakupów online. Czy wie pan, że spośród wszystkich unijnych konsumentów, którzy mają internet, tylko 7 proc. robi zakupy w zagranicznych e-sklepach? W Polsce ten wskaźnik jest bardzo niski - tylko 2 proc. W Luksemburgu, skąd pochodzę, jest trochę lepszy, ale to wciąż tylko 38 proc.
Tylko 12 proc. osób korzystających z internetu czuje się bezpiecznie. W Polsce - 11 proc. I między innymi z tego powodu 42 proc. konsumentów nie przeprowadza w sieci żadnych transakcji finansowych. 65 proc. mieszkańców Unii nie wie, gdzie szukać informacji na temat handlu online.
Te statystyki dowodzą, że coś jest nie tak. I dlatego postanowiłyśmy, że przygotujemy przewodnik "eYou Guide". Będzie napisany prostym językiem, tak, żeby każdy odbiorca zrozumiał i dowiedział się, jakie ma prawa. Że np. na podstawie już obowiązujących przepisów ma prawo odesłać produkt po 30 dniach. Że ma prawo do namysłu, i że jeśli zrezygnuje z umowy w ciągu siedmiu dni od zakupu, może zwrócić towar bez żadnych konsekwencji finansowych. Tłumaczymy też, że towar zakupiony przez internet ma co najmniej dwuletnią gwarancję.
Czy taki przewodnik pomoże np. polskim użytkownikom internetu traktowanym jak konsumenci "drugiej kategorii"? Wiele e-sklepów, z iTunes na czele, uniemożliwia Polakom m.in. kupowanie muzyki. - Sam przewodnik to za mało. Do rozwiązania pozostało wiele problemów. W Unii Europejskiej potrzebujemy całkowicie nowej polityki dla rynku online, bo to, z czym mamy dziś do czynienia, to całkowita fragmentacja rynku. Dlatego wspólnie z komisarz Kunevą przygotowałyśmy projekt "Digital Agenda" ("Plan cyfrowy"), który pozwoli zmniejszyć ten podział rynku. Zaprezentujemy go już we wtorek w Strasburgu.
To jakiś nonsens, że dziś polski konsument nie może kupić muzyki w niektórych serwisach internetowych. Narodowe przepisy, które ograniczały sprzedaż utworów do jednego kraju, miały sens w czasach "analogowych", gdy np. Francuz kupował płytę we Francji i tam jej słuchał. Ale dzisiaj nie mają racji bytu. I dlatego jedną ze spraw, którymi chcemy się zająć, jest tzw. licencja wieloobszarowa na sprzedaż treści w internecie. Wiemy, że dziś istnieje spory sprzeciw wobec takiego rozwiązania. Przed nami mnóstwo
pracy - musimy dostosować umowy licencyjne do nowych czasów, do rynku internetowego.
Co jeszcze Komisja Europejska chce zrobić na unijnym rynku online? - Najwyższą pozycję na naszej liście zajmuje walka ze spamem. To prawdziwa plaga. Czy wie pan, że choć spam jest w Unii Europejskiej nielegalny, to aż dwie trzecie krążących w Unii e-maili to spam?! I okazuje się, że 23 proc. tego spamu pochodzi z krajów europejskich. Z
USA - 20 proc. A z Chin 10 proc.
Praktycznie nie ma szans, żeby ta Komisja Europejska i ten europarlament zdołały przeprowadzić tę reformę. - Nasz "Plan cyfrowy" to mapa drogowa przyszłych działań. W sprawie licencji wieloobszarowej obiecałam europarlamentowi, że już teraz rozpoczniemy niezbędne konsultacje społeczne. Wezmą w nich udział podmioty obecne na rynku, właściciele praw do utworów, ale także konsumenci. Wyniki konsultacji mają być gotowe wczesną jesienią. Wtedy nowa Komisja Europejska i nowy europarlament już na samym początku kadencji będą mogły przekształcić je w konkretne projekty zmian legislacyjnych.
Zobacz też:
Autorski przegląd wydarzeń Konrada Niklewicza * Viviane Reding jest unijną komisarz ds. społeczeństwa informacyjnego. W ostatnich czterech latach z powodzeniem przeforsowała reformę unijnego rynku telekomunikacyjnego, która m.in. zmusiła operatorów telefonii komórkowej do radykalnego obniżenia cen roamingu, czyli opłat za wykorzystanie komórki za granicą