Biznes Ludzie Pieniądze

PGNiG, KGHM, ZA Tarnów - wszyscy chcą budować elektrownie

Rafał Zasuń
04.05.2009 , aktualizacja: 04.05.2009 21:25
A A A Drukuj
Państwowe spółki znów snują piękne plany budowy nowych elektrowni. Na razie na papierze, bo nie wiadomo, kto pożyczy im pieniądze.
PGE zadebiutuje na giełdzie
fot. AG
PGE zadebiutuje na giełdzie
Majówka przyniosła prawdziwy wysyp listów intencyjnych w energetyce. 30 kwietnia o chęci budowy nowej elektrociepłowni poinformowały Zakłady Azotowe w Tarnowie, potentat energetyczny Tauron, PGNiG oraz koncern budowlany Polimex-Mostostal. Poza tym ostatnim wszystkie spółki są kontrolowane przez skarb państwa. Zasilana gazem elektrociepłownia o mocy 200 MW ma powstać w Tarnowie. Zgodnie z listem PGNiG weźmie na siebie dostawy gazu, Tauron kupi energię, Azoty będą negocjować z władzami miasta, a Polimex opracuje wstępny projekt elektrociepłowni oraz załatwi jej finansowanie.

Tego samego dnia KGHM oraz Tauron podpisały list intencyjny w sprawie budowy elektrowni Blachownia w Kędzierzynie. Będzie to już drugi projekt w tym mieście - wcześniej Tauron podpisał umowę o współpracy z Zakładami Azotowymi "Kędzierzyn". To także drugi list intencyjny Tauronu i KGHM. Jeszcze w 2007 obie spółki miały współpracować w budowie dużej elektrowni na Dolnym Śląsku. Minął rok, zmieniły się zarządy obu spółek i we wrześniu 2008 r. z planów zrezygnowano. KGHM jest zresztą znany ze snucia wspaniałych planów rozwoju w energetyce - rok temu spółka wpisała sobie do strategii możliwość budowy elektrowni jądrowej. A Tauron chce jeszcze budować dużą (800 MW) gazową elektrownię w Stalowej Woli - także wspólnie z PGNiG.

Z kolei dziś w Gdańsku podpisany zostanie kolejny list intencyjny - PGNiG oraz dwaj potentaci z Pomorza Lotos i Energa chcą budować gazową elektrociepłownię. Wartość projektu jest na razie nieznana.

Co łączy wszystkie te projekty? Nie wiadomo, kto da na nie pieniądze. Żadna spółka nie jest w stanie sfinansować sama dużej elektrowni - nawet skromne 200 MW w Tarnowie to koszt rzędu kilkuset milionów złotych. Nie ma szans na pozyskanie pieniędzy z giełdy - mamy kryzys. Pozostaje kredyt bankowy.

- Banki są w stanie sfinansować tylko jeden, góra dwa duże projekty rocznie - mówi Maciej Stańczuk, prezes polskiej placówki niemieckiego banku WestLB, który finansował kilka energetycznych inwestycji. - Ale te listy intencyjne to na razie czcze deklaracje, które nikogo nic nie kosztują. Od takich zapowiedzi mijają dwa-trzy lata, zanim do banków dotrą odpowiednie dokumenty.

Do żadnego z "wiosennych" projektów nie udało się też pozyskać zagranicznego partnera, który podniósłby wiarygodność całego przedsięwzięcia w oczach banków. Ale międzynarodowe koncerny energetyczne działające w Polsce nie chcą na razie wchodzić w układy ze swymi krajowymi konkurentami, choć np. zrobiły tak w Rumunii czy Bułgarii. Ani czeski CEZ, który ma w planach budowę 800-megawatowej elektrowni na gaz, ani niemiecki RWE, który myśli o budowie dwóch gazowych siłowni po 400 MW, nie doprosiły polskich partnerów.

- Elektrociepłownia w Tarnowie to czysty folklor, prawdopodobieństwo jej powstania wynosi moim zdaniem zero procent - mówi "Gazecie" szef dużego zagranicznego koncernu energetycznego. - Blachowni dałbym 5 proc. Największe szanse na powstanie ma elektrociepłownia Energi, PGNiG i Lotosu, zwłaszcza jeśli będzie pracowała głównie na potrzeby Lotosu.



Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów