Piotr Miączyński i Tomasz Grynkiewicz: Zdziwił się pan jako prawnik wyrokiem w sprawie The Pirate Bay? Rok więzienia za pomoc w ściąganiu filmów, muzyki i gier dla każdego z czterech właścicieli serwisu.
- Wyrok ma sens bardziej psychologiczny niż prawny. Być może uda się w ten sposób odstraszyć część osób od ściągania. Zjawiska to jednak nie zatrzyma. Trzeba znaleźć jakiś miły i zgniły kompromis pomiędzy interesami konsumentów a dostawcami dóbr kultury.
Jaki? Konsumenci są przyzwyczajeni do ściągania za darmo, wytwórnie uważają, że są okradane.
- Być może rozwiązaniem jest wprowadzenie limitów pobrań? Na zasadzie - pobrałem dziesięć albumów muzycznych, więcej w tym miesiącu nie mogę. Oczywiście taki pomysł rodzi pytania: kto miałby to liczyć i sprawdzać? Podniosłyby się też głosy, że wprowadzamy cenzurę do sieci.
Niektórzy mówią: wprowadźmy abonament czy ryczałt. Płacę 10, 30 czy 50 zł miesięcznie i mogę ściągać wszystko, co chcę.
- Na pierwszy rzut oka pomysł wydaje się dobry, ale diabeł znów tkwi w szczegółach. Kto miałby te pieniądze zbierać, kto decydować o ich podziale? Osób zainteresowanych takim podziałem jest mnóstwo: twórcy muzyki, autorzy tekstów, producenci gier komputerowych, operatorzy, scenografowie itd. Wszyscy musieliby się ze sobą dogadać, tworząc zapewne jakąś nową, specjalną organizację do pobierania abonamentu. Już dziś nie potrafią ze sobą współpracować, a w grę wchodziłyby naprawdę poważne pieniądze.
Koncerny proponują: odetnijmy piratów od sieci.
- Socjolodzy znają takie pojęcie jak wykluczenie społeczne. Kto dziś nie ma dostępu do sieci, jest członkiem społeczeństwa drugiej kategorii. Dlatego odcinanie od internetu za ściąganie, naruszanie praw autorskich jest dla mnie trudne do zaakceptowania. To jakby ze strzelby na słonie strzelać do muchy.
Przedstawiciel wytwórni filmowej bądź muzycznej odpowiedziałby panu: jeśli ktoś kradnie w sklepie, idzie do więzienia. A w internecie i tak jest traktowany łagodniej. Nie musi oglądać świata za krat.
- A skąd pewność, że to odcięta osoba w rzeczywistości ściągała? Kilka lat temu prawnicy RIAA (Amerykańskie Stowarzyszenie Przemysłu Nagraniowego) oskarżyli samotną matkę pięciorga dzieci o nielegalne pobieranie muzyki z internetu. Koncerny nagraniowe zażądały od niej 7,5 tys. dol. odszkodowania. Ta kobieta nigdy nic nie ściągała, nie zna się na internecie. Prawdopodobnie muzykę ściągnęli koledzy jej dzieci.
Mogła wskazać sprawcę.
- A jeśli nie wiedziała, kto ściągał?
Od tego jest sąd, aby rozstrzygnąć, czy oskarżony popełnił przestępstwo. Pan nie jest zwolennikiem zaostrzania kar za ściąganie?
- Nie. Choć nie ulega dla mnie wątpliwości, że w wyniku lobbingu twórców prawo autorskie zostanie zaostrzone. Szkoda, bo polskie prawo jest pod tym względem dobrze skonstruowane. Wytwórnie nawet go nadużywają. Zamiast ścigać piratów na drodze cywilnej, wybierają ścieżkę karną. Bo tak jest taniej. Proces jest na koszt państwa, piratowi grozi kara więzienia, a nie tylko odszkodowanie, łatwiej jest też udowodnić winę.
Jakie są kary za piractwo?
- Wyroki są zazwyczaj w zawieszeniu. Czasami sądy orzekają kilkudziesięciotysięczne grzywny. Ale zdarzały się również przypadki, gdy odmawiano wszczęcia postępowania z uwagi na niewykrycie sprawcy. Bo organy ścigania nie znalazły sposobu, by ustalić, kto kryje się w internecie pod nickiem xyz.
Chcę pożyczyć od kolegi płytę, którą on kupił całkowicie legalnie. Może mi ją pożyczyć?
- W dużej mierze zależy to od tego, jak bliski stosunek towarzyski panów łączy. Jeśli to tylko kolega z pracy, z którym wymienia się od czasu do czasu zdawkowe: "cześć, co u ciebie" - to nie można. Jeśli panowie opowiadacie sobie szczegóły z życia osobistego, gawędzicie, chodzicie razem do pubu - to już tak. Prawo pozwala na pożyczenie płyty tylko w kręgu, który łączy stosunek towarzyski, wśród rodziny i przyjaciół. To tzw. dozwolony użytek prywatny.
A jeśli swojego kolegi nigdy nie widziałem, bo utrzymujemy kontakty tylko przez internet?
- Znajomość przez internet nie wyklucza, że łączy pana z kolegą stosunek towarzyski. Choć sam fakt, że interesujecie się wymiana plików danego wykonawcy, to za mało. Musicie rozmawiać na czatach czy Gadu-Gadu, pisać maile.