- Atmosfera rozmów była nadspodziewanie dobra - powiedziała "Gazecie" wiceminister gospodarki Joanna Strzelec-Łobodzińska, która pod koniec zeszłego tygodnia prowadziła w Moskwie robocze rozmowy o dodatkowych dostawach rosyjskiego gazu oraz zmianach umowy rządów Polski i Rosji o budowie i eksploatacji gazociągu jamalskiego. W rozmowach brali też udział Maciej Woźniak, doradca premiera ds. bezpieczeństwa energetycznego oraz wiceprezes PGNiG Radosław Dudziński.
Polska ma w tym roku problemy, bo z kontraktu nie wywiązuje się RosUkrEnergo, szwajcarska spółka Gazpromu. A od tej spółki mieliśmy kupić prawie jedną czwartą gazu z
importu.
- PGNiG i Gazprom parafowały kontrakt na dodatkowe dostawy gazu w tym roku. Powinien zostać podpisany około 15 maja, po uzyskaniu zgód korporacyjnych - powiedziała nam Strzelec-Łobodzińska.
RUE miało dostarczyć Polsce 2,3 mld m sześc. za cenę niższą niż Gazprom. Ale Strzelec-Łobodzińska przyznała "Gazecie", że rosyjski koncern nie przejmuje zobowiązań swojej szwajcarskiej spółki. Nie chciała mówić ani o cenie gazu z dodatkowego kontraktu, ani o dokładnej wielkości dodatkowego importu. - Będzie tyle, ile potrzebuje PGNiG - powiedziała nam wiceminister gospodarki. Według "Rzeczpospolitej" chodzi o 1,2 mld m sześc., połowę dostaw RUE.
Za dodatkowy surowiec Gazprom zażądał renegocjacji międzyrządowej umowy o gazociągu jamalskim. W tym porozumieniu określono także, ile gazu Polska będzie przez półtorej dekady importować z Rosji. - Rozmawialiśmy o zwiększeniu dostaw gazu z Rosji do 2022 r. Ustalą to między sobą PGNiG z Gazpromem - powiedziała nam Strzelec-Łobodzińska. Rosjanie chcą też obniżyć taryfy za transport swojego surowca do Niemiec jamalską rurą, która należy do EuRoPol Gazu - spółki PGNiG i Gazpromu. - Wysokość taryf to właściwie jedyna gorąca kwestia - przyznała wiceminister gospodarki. - Być może sprawę tę rozwiążą PGNiG z Gazpromem przy zmianie statutu EuRoPol Gazu - dodała, odmawiając wyjaśnienia, o co chodzi. Kolejne rozmowy o gazie ekspertów rządów Polski i Rosji są planowane za około półtora tygodnia, jeszcze nie wiadomo - w
Warszawie czy w Moskwie.