Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Narodowy Bank Polski ujawnił wczoraj dane o kwietniowej
podaży pieniądza w gospodarce. Wynika z nich, że firmy zaczynają wycofywać z banków depozyty. Zaledwie w ciągu miesiąca pula oszczędności firm w obcych i krajowej walutach spadła o 5 mld zł. Maciej Reluga, główny ekonomista Banku Zachodniego WBK, zwraca uwagę na to, że wpłynęło na to umocnienie złotego - jeżeli ktoś miał oszczędności w walucie, to ich wartość liczona w złotych spadła. Z jego szacunków wynika, że - już po wyłączeniu efektu umocnienia złotego - oszczędności firm stopniały o 4 mld zł. - Skala odpływu oszczędności, szczególnie depozytów przedsiębiorstw, jest niepokojąca - ocenia Reluga.
Tej wyrwy nie są w stanie zasypać pieniądze gospodarstw domowych, bo te w kwietniu na lokatach bankowych odłożyły tylko 850 mln zł. - To są bardzo złe wiadomości, bo oszczędności to dla banków jedyne źródło pieniędzy, z których mogą potem udzielać kredytów - ostrzega Jacek Wiśniewski, główny ekonomista Raiffeisen Banku. Przypomina, że już rok temu wartość kredytów przekroczyła sumę zgromadzonych w bankach depozytów. A kryzys sprawił, że przepaść między kredytami i depozytami dramatycznie urosła - pod koniec kwietnia przekraczała już 90 mld zł. - Jeśli w kolejnych miesiącach depozyty będą topnieć, to banki w ogóle nie będą miały z czego finansować pożyczek - dodaje.
Wiśniewski przypomina, że już w listopadzie minionego roku prognozował, że w czerwcu bankom może zabraknąć pieniędzy na nowe kredyty.
Dlaczego firmy wycofują oszczędności z banków? Są trzy powody. Po pierwsze, mniej zarabiają, a muszą płacić za dokończenie rozpoczętych inwestycji. Po drugie, część firm musi rozliczyć się z
opcji walutowych. A po trzecie, coraz trudniej dostać kredyt, więc jak firma potrzebuje gotówki, sięga po swoje oszczędności.
Ten trzeci aspekt szczególnie niepokoi Ryszarda Petru, ekonomistę z SGH, który jeszcze w styczniu alarmował, że banki zaczynają odcinać firmy od kredytów inwestycyjnych. Teraz problem jest poważniejszy. - Większość firm nie chce pożyczać na inwestycje, bo zrezygnowały z projektów rozwojowych. Prawdziwym dramatem jest to, że teraz banki odcinają firmy od kredytów obrotowych, dzięki którym finansują swoją bieżącą działalność - ostrzega ekonomista. Tłumaczy, że to pierwszy krok do zatorów płatniczych, które paraliżują przepływ pieniądza w gospodarce. - Co z tego, że firma działa w branży, której - teoretycznie - kryzys nie dotyka. Jeżeli jej kontrahenci przestaną płacić w terminie, to ona też szybko zacznie mieć kłopoty z płynnością - mówi Petru.