W piątek na dorocznej konferencji w Londynie szefowie EBOiR podsumowali dotychczasowe antykryzysowe działania banku i zapowiedzieli kolejne. - W tym roku zwiększyliśmy wartość naszych inwestycji w Europie Środkowej do rekordowej kwoty 7 mld euro. Już dziś mamy podpisane porozumienia dotyczące wykorzystania 2,3 mld euro z tej kwoty - ujawnił Varel Freeman, pierwszy wiceprezes EBOiR. To dwa razy więcej, niż bank wydał w tym samym czasie zeszłego roku.
Cały pakiet pomocowy ma wynieść 24,5 mld euro. Finansują go razem Bank Światowy, Europejski Bank Inwestycyjny i EBOiR. Z kasy EBOiR w tym roku popłynęło już m.in. 100 mln euro na podwyższenie kapitału łotewskiego banku Parex, 200 mln euro dla gruzińskiego Bank of Georgia oraz 430 mln euro dla środkowoeuropejskich banków należących do włoskiej grupy Unicredit (nie ma wśród nich polskiego Pekao, on nie potrzebuje dodatkowego kapitału).
Jednocześnie EBOiR łagodzi nieco swoje ostatnie złe prognozy dla naszego regionu. - Europa Centralna i Wschodnia może zacząć wypatrywać początku końca kryzysu finansowego - powiedział wczoraj szef EBOiR Thomas Mirrow. Tymczasem zaledwie tydzień temu EBOiR obniżył tegoroczne szacunki
PKB w tzw. nowej Europie. Zamiast prognozowanego w styczniu symbolicznego wzrostu o 0,1 proc. bank przepowiada spadek PKB o 5,2 proc. (głównie z powodu załamania gospodarek Łotwy, Estonii, Ukrainy oraz kłopotów Węgier i krajów bałkańskich).
Czym Mirrow wczoraj uzasadniał swój niespodziewany optymizm? - Banki regionu pokazały lepsze, niż oczekiwano, wyniki za pierwszy kwartał - mówi Mirrow. I podkreśla, że dziś nie wchodzi już w grę krach systemu finansowego w Europie Środkowej ani załamanie lokalnych walut. Jego zdaniem nie ma też ryzyka, że przyciśnięte do muru zachodnie grupy finansowe będą wysysały pieniądze ze swoich spółek-córek w naszym regionie.
Jednocześnie Mirrow ostrzegł, że wychodzenie z tego kryzysu potrwa dość długo - nawet sześć kwartałów. Pierwsze objawy słabego ożywienia w Europie Środkowej szef EBOiR prognozuje dopiero na 2010 r., gdy PKB w regionie ma wzrosnąć o 1,4 proc. - Kraje rozwijające się są wciąż bardzo zależne od
eksportu oraz cen surowców na światowych rynkach, więc nie podniosą się same, bez impulsu z rozwiniętych krajów - argumentuje Mirrow.
Występujący w panelu ekonomistów Leszek Balcerowicz przestrzegł kraje naszego regionu przed kopiowaniem polityki fiskalnej i pieniężnej, którą prowadzą rządy
USA i Wielkiej Brytanii. - Zwiększanie
deficytu budżetowego i dodrukowanie pieniędzy to bardzo krótkowzroczna polityka. Na gospodarkę trzeba patrzeć w długiej perspektywie - nawoływał Balcerowicz. I przypomniał, że działania, jakie prowadzi teraz
bank centralny Wielkiej Brytanii [emisja pieniędzy pod nowo wypuszczane obligacje rządowe], w Polsce są prawnie zakazane.
Nie wszyscy uczestnicy londyńskiej konferencji tryskali optymizmem, oceniając szanse na koniec kryzysu w Europie Środkowo-Wschodniej. - Jestem bardzo, bardzo daleki od stwierdzenia, że jesteśmy blisko przełomu. Ten kryzys dopiero rozwija skrzydła - mówił Herbert Stepić, prezes austriackiej grupy Raiffeisen. - Największym problemem są lawinowo rosnące złe kredyty korporacyjne - precyzował Oleg Vyugin z moskiewskiego banku MDM.
Gyorgy Suranyi z zarządu włoskiego banku Intesa pocieszał, że w Europie Środkowej nie widać jeszcze dużego pogorszenia spłacalności kredytów hipotecznych, które klienci zaciągali w obcych walutach (najczęściej we frankach). Wszyscy zgadzali się, że jedynym lekarstwem na kryzys jest podwyższanie przez banki kapitału, by zamortyzować rosnący odsetek złych kredytów. - Wysoki kapitał banku pomaga mu utrzymać i zwiększyć zaufanie klientów - to Robert Rekkers, prezes rumuńskiego Banca Transilvania.
Bankowcy nie są natomiast zgodni, czy branży bankowej w Europie Środkowej, poza złymi kredytami, nie zagrożą rosnące w wielu krajach - także w Polsce - wymagania nadzorów bankowych. Np. te dotyczące utrzymywania przez banki na wysokim poziomie tzw. współczynnika wypłacalności. - Jednocześnie musimy mierzyć się z problemem rosnących złych kredytów i podwyższania kapitału - narzekał Herbert Stepić. Ale bankowcy wspólnym głosem zapewniali, że nie odetną swoich spółek-córek w Europie Środkowo-Wschodniej od kapitału. - Nie jesteśmy wrogami, tylko sojusznikami - mówił przedstawiciel włoskiej Intesy.