- Zaniepokoiło mnie to, że kilkanaście dni temu na moje subkonto w serwisie Monetto.pl wpłynęły pieniądze, ale serwis dotąd nie przelał mi ich na mój rachunek w banku - opowiada nasz czytelnik, pracownik PKN Orlen. - Próbowałem skontaktować się z serwisem, ale w słuchawce słychać tylko "numer czasowo wyłączony". Trzeba ostrzec ludzi, że dzieje się coś złego.
Nasz rozmówca prosi o niepodawanie nazwiska, bo... boi się żony. - Nie chcę, by z prasy dowiedziała się, że przez portal pożyczam komuś pieniądze - przyznaje. Pożyczył kilka tysięcy złotych.
Mogą cię pocałować w... Serwis Monetto.pl powstał ponad rok temu. W sieci do dziś można znaleźć jego reklamę z hasłem "Teraz banki mogą cię pocałować". Bohater spotu stara się o kredyt. Po wypełnieniu formularzy bankowiec każe mu się pocałować w pośladki, po czym łaskawie oświadcza, że teraz jego wniosek zostanie rozpatrzony.
Monetto.pl kusiło, że u nich będzie łatwiej, szybciej i bez łaski. Wzorem miały być portale zagraniczne umożliwiające wzajemne pożyczki (social lending). Powstawały jako kontrpropozycja wobec chciwości banków, które za kredyty naliczały wyśrubowane oprocentowanie i kolejna forma sieciowej wymiany usług. Internauci, którzy wcześniej zaczęli się wymieniać plikami muzycznymi czy filmami, sprzedawali i kupowali cokolwiek na portalach typu Allegro.pl, byli już w pewien sposób gotowi do przejęcia w swoje ręce usług finansowych.
Zasada działania wydaje się prosta. Na internetowej aukcji spotykają się ludzie z niedoborem gotówki (pożyczkobiorcy) i ci z jej nadmiarem (inwestorzy). Pierwsi organizują aukcję dla drugich. Określają wysokość kwoty, którą chcą pożyczyć, jej oprocentowanie i liczbę rat. Po aukcji strony zawierają umowę pożyczki. Inwestor przelewa na konto Monetto.pl pieniądze, skąd trafiają do pożyczkobiorcy. Spłata dokonuje się przez internetowego pośrednika, który zarabia od 0,5 do 1 proc. Inwestor zarabia tyle, ile wynegocjuje w oprocentowaniu. Nie może ono jednak przekroczyć czterokrotności tzw. stopy lombardowej, obecnie to 22 proc.
Każdy, kto zakłada konto na takim portalu, przedstawia szereg danych o swojej sytuacji finansowej, co razem z historią działalności w serwisie składa się na jego reputację określającą wypłacalność. Inwestor wie, komu zaufać.
Jako pierwsi duży biznes z pożyczek wzajemnych zrobili twórcy brytyjskiego serwisu Zopa.com. Półtora roku temu ruszyli na podbój
USA. Tam czekał już konkurent - Prosper.com. Jeszcze dwa lata temu szacowano, że globalny rynek social lending sięgnie miliarda dolarów w 2010 roku. Rozwój takich usług zahamował kryzys. Odsetek niespłacanych pożyczek dramatycznie wzrósł. Zaczęły się też kłopoty ze zdobywaniem pieniędzy na inwestycje internetowe. W obliczu takich problemów Zopa wycofała się z USA, a Prosper.com zawiesił działalność.
Półtora roku temu nikt nie przewidywał takiego scenariusza. W Polsce wtedy oprócz Monetto.pl wystartowały podobne serwisy Kokos.pl i Finansowo.pl. Niedawno dołączył niemiecki serwis Smava.de (współpracuje z portalem Money.pl) i Nachwilke.pl.
Najpierw była cenzura Ile osób korzysta z Monetto.pl? Nie wiadomo, bo właściciele serwisu nie podają danych. Ich konkurencja - serwis Kokos.pl - chwali się prawie 50 tys. użytkowników, którzy pożyczyli sobie niemal 9 mln zł. Inne serwisy (Finansowo.pl, Smava.pl, Nachwilkę.pl) nie chwalą się swoimi dokonaniami.
Pogłoski o problemach Monetto.pl pojawiały się już w zeszłym roku. Pisał o nich m.in. serwis Idg.pl. Na jakość obsługi narzekano też na forum Monetto.pl, ale tam wpisy zostały ocenzurowane. Dziś forum nie działa wcale. Ruch w portalu niemal zamarł. W miniony piątek było tylko 20 zgłoszonych aukcji. Dla porównania Kokos.pl miał ich niemal 300, a Finansowo.pl - ponad 400. Nie najlepiej radzą sobie niedawni debiutanci: Smava.pl ma 34 aukcje, a Nachwilkę.pl - ledwie pięć.
Według naszych informacji niektórzy pożyczkodawcy z Monetto.pl mają kłopot z odzyskaniem pieniędzy. Niepokoją się, tym bardziej że firma windykacyjna Kaczmarski Inkasso, która według właścicieli Monetto.pl miała pomagać odzyskiwać zaległe raty, już nie realizuje zleceń użytkowników Monetto.pl. Na dodatek raty terminowo spłacanych pożyczek dochodzą do inwestorów z kilkudniowym opóźnieniem.
Na żaden z podanych numerów helpdesku portalu nie można się dodzwonić. Kontakt za pośrednictwem usługi LiveChat też nie działa. Co więcej, nie można się zalogować na stronę przy użyciu bezpiecznego połączenia SSL. Kiedy dzwonimy przez domofon do siedziby spółki przy ul. Pańskiej w
Warszawie (wynajęte mieszkanie w bloku), nikt nie odpowiada.
Monetto.pl upada? Co właściwie dzieje się z Monetto.pl?
Prowadzi go spółka Prender. Główny udziałowiec (w niemal 80 proc.) to fundusz IIF Seed Fund z Krakowa. Zarząd IIF (Internet Investment Fund) wyłożył na działalność serwisu niemal 400 tys. zł. Pozostali współwłaściciele to 23-letni Łukasz Banach, prezes spółki Prender, oraz 32-letni Michał Jabłoński, niegdyś pracownik NBP (obaj mają po 11 proc. udziałów).
O wyjaśnienia poprosiliśmy najpierw Łukasza Juśkiewicza, dyrektora inwestycyjnego w IIF Group. Odpowiedział e-mailem, że IIF wyklucza możliwość upadłości Monetto.pl jako serwisu i że na jego temat prowadzi rozmowy z różnymi podmiotami, ale na razie nie może ujawnić szczegółów.
Juśkiewicz nie chciał rozmawiać o obsłudze portalu. Odsyła do Łukasza Banacha.
- Może nas pan z nim skontaktować? Podać jego telefon? - pytamy.
- Kontakt z panem Banachem jest utrudniony - odpowiada.
- Co to znaczy?
- Pozostańmy przy tym, że kontakt jest utrudniony.
Ostatecznie Juśkiewicz przekazuje adres e-mailowy Banacha. Ten prosi o pytania e-mailem. Podobnie jak Juśkiewicz odpowiada ogólnikowo. Zapewnia, że transakcje nadal się odbywają, a z pracownikami Monetto.pl wciąż można się kontaktować e-mailem. Pozostałe formy kontaktu nie działają, bo w spółce trwają zmiany właścicielskie. Po ich zakończeniu ma być odnowiony certyfikat do bezpiecznego połączenia SSL. Banach twierdzi, że Monetto.pl niezwłocznie przekazuje pieniądze stronom, choć to zależy od systemu przelewów międzybankowych.
O problemach Monetto.pl ciągle dyskutują internauci. Użytkownik forum poświęconego idei social lending (soclen.pl) napisał: „Dla spółki Prender lepsza byłaby nazwa »Pretender «” (w wolnym tłumaczeniu z angielskiego „udawacz”).