Wahania
produkcji przemysłowej w marcu i kwietniu wynikają z przesunięcia Świąt Wielkanocnych. W tym roku były one w kwietniu, rok temu w marcu. Nic więc dziwnego, że w marcu tego roku produkcja pozornie radziła sobie nieźle i spadła "tylko" o 1,9 proc. (po korekcie GUS). Jednak po wyeliminowaniu czynników sezonowych spadek sięgał już niemal 11 proc. W kwietniu produkcja spadła o 12,4 proc., czyli nieco więcej niż średnia oczekiwań analityków. Ale po uwzględnieniu różnej liczby dni roboczych spadek sięgnął już "tylko" 8 proc.
- Dane trochę gorsze od oczekiwań, ale wpisują się w dotychczasowy trend powolnej stabilizacji dynamiki produkcji przemysłowej - komentuje Reuterowi Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego. - Kolejne miesiące przyniosą już lepsze dane o produkcji przemysłowej i prawdopodobnie ta skala spadków rok do roku zmniejszy się do mniej niż 10 proc. - dodaje.
- Przyczyną spadku są te same czynniki, co w poprzednich miesiącach, czyli bardzo silne załamanie popytu zewnętrznego, które negatywnie wpływa na polski
eksport - mówi z kolei Piotr Bujak, ekonomista BZ WBK. Jego zdaniem na niekorzyść wpływa też stopniowe osłabienie popytu wewnętrznego.
Ekonomiści pewnej szansy odbicia upatrują w polskim
eksporcie, który dzięki słabemu złotemu stał się bardzo konkurencyjny. Z danych NBP wynika, że w marcu eksport liczony w euro spadł o 16 proc., ale liczony w złotych wzrósł o ponad 9 proc.
Ciągle mocno spadająca produkcja sprawia, że ekonomiści wciąż oczekują obniżek
stóp procentowych, choć niekoniecznie już na posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej w przyszłym tygodniu. Na korzyść dalszych cięć przemawiają dzisiejsze dane o cenach producentów, które w kwietniu wzrosły o 5,1 proc., czyli wolniej niż sądzili analitycy. W marcu wzrost cen producentów sięgał 5,5 proc.
Z drugiej strony członkowie RPP ciągle muszą mieć na uwadze, że kwietniowa
inflacja sięgnęła aż 4 proc., czyli dużo więcej niż wynosi cel NBP (2,5 proc. plus minus 1 pkt proc.).