Biznes Ludzie Pieniądze

Banki zaczynają się szykować się do windykacji kredytów, które nie mają żadnych opóźnień

Nina Hałabuz
22.05.2009 , aktualizacja: 22.05.2009 21:12
A A A Drukuj
W obawie przed ?złymi?, niespłacanymi pożyczkami, banki zaczynają się przygotowywać do windykacji nawet tych kredytów, które nie mają żadnych opóźnień w spłacie rat
Stopy procentowe bez zmian
Stopy procentowe bez zmian
SERWISY
Banki obawiają się, że z powodu słabnącej koniunktury coraz więcej klientów zacznie mieć problemy z terminowym oddawaniem pożyczonych pieniędzy. Na razie twierdzą, że nie ma większych problemów z kredytami detalicznymi - szczególnie karnie spłacamy kredyty mieszkaniowe.

Jednak w przypadku pożyczek udzielonych firmom pierwsze problemy już widać. I to duże: z danych Narodowego Banku Polskiego wynika, że w ciągu pierwszych trzech miesięcy br. wartość "zagrożonych" kredytów korporacyjnych zwiększyła się z 12,9 do 17,6 mld zł. Krzysztof Rybiński, partner w firmie doradczej Ernst & Young i były prezes NBP, wskazuje, że tylko między lutym i marcem ich pula wzrosła o blisko 3 mld zł.

- To największy skok od siedmiu lat! - alarmował Rybiński na Forum Bankowo-Ubezpieczeniowym TU Europa (choć to wciąż daleko do niechlubnego rekordu z 2002 r., gdy wartość złych kredytów korporacyjnych sięgała 34 mld zł).

Banki nie chcą siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż portfel kredytowy naprawdę się zepsuje. Bo gdyby do tego dopuściły, musiałyby zacząć zawiązywać wielomilionowe rezerwy, które uszczupliłyby ich zyski.

Co robią? Gdy tylko pojawią się opóźnienia w spłacie kredytu, natychmiast wkraczają do akcji. Pierwszy krok to telefon z pytaniem, dlaczego rata nie jest zapłacona w terminie i kiedy klient ureguluje zaległość. - Zasada jest taka: im szybciej skontaktujemy się z taką firmą, tym większa szansa, że spłaci ona zaległą ratę, a potem cały kredyt - mówi Piotr Utrata, rzecznik ING Banku Śląskiego. Gdy pomimo telefonicznych ponagleń bank pieniędzy nie dostaje, zaczynają się pisemne monity i żądania zapłaty. A potem po trzech miesiącach bank może wypowiedzieć kredyt i przekazać go do windykacji. - W praktyce windykacja jest ostatecznością. W większości przypadków udaje się dojść do porozumienia, a klient dostaje nowe warunki spłaty rat - przekonuje Wioletta Rodzach z Banku Pekao.

Jednak część banków działa bardziej radykalnie: starają się ocenić, które firmy mogą mieć kłopoty ze spłacaniem pożyczki - jeszcze zanim te opóźnienia faktycznie się pojawią.

Jak to robią? Bartosz Drabikowski, wiceprezes PKO BP, wyjaśnia, że każdy bank ma wewnętrzny system ocen klientów, zbliżony do tych stosowanych przez agencje ratingowe. Analizuje sytuację poszczególnych klientów: ile firma ma podpisanych kontraktów, jak radzi sobie z płynnością, w jakiej branży działa i jak radzi sobie w kryzysie. Od całościowej oceny zależy to, jak bank będzie ją traktował.

Drabikowski przyznaje, że w ostatnich tygodniach banki intensywnie analizują sytuację swoich klientów. I nie ukrywa, że wielu firmom obniżono ratingi. Takim przedsiębiorcom bank proponuje wyższą marżę za kredyt albo dołączenie dodatkowego zabezpieczenia kredytu. W skrajnych przypadkach kredyt od razu trafia do działu restrukturyzacji i windykacji - choć jeszcze do faktycznych opóźnień nie doszło.

Podobny mechanizm funkcjonuje w Millennium. - Mamy narzędzia, które pozwalają z wyprzedzeniem wyłapać symptomy pogarszania się sytuacji klientów, które w przyszłości mogłyby spowodować opóźnieniami w spłacie kredytów - mówi Wojciech Kaczorowski, rzecznik banku. Jeżeli pojawią się niepokojące sygnały, to współpraca z taką firmą przekazywana jest do działu restrukturyzacji kredytów. Nawet jeśli ani razu nie spóźniła się ze zapłaceniem raty.

- Kaczorowski podkreśla, że takie działania są skuteczne: na koniec marca "zepsute" kredyty stanowiły zaledwie 1,8 proc. portfela pożyczek korporacyjnych Millennium.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy