W swoim zawiadomieniu skierowanym do UOKiK Instytut Książki postawił Empikowi dwa zarzuty: nadużywania pozycji dominującej na rynku dystrybucji książki oraz podejrzenia zawarcia antykonkurencyjnego porozumienia z dostawcami.
Jednak UOKiK skargę Instytutu Książki odrzucił. - Empik nie może nadużywać pozycji dominującej na rynku, bo takiej pozycji nie ma. A pozostałe działania opisane w zawiadomieniu, które otrzymaliśmy, również nie naruszają Ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów - powiedział "Gazecie" Konrad Gruner z biura prasowego Urzędu.
Dlaczego? "Udział spółki Empik w sprzedaży detalicznej książek ogółem jest niewielki i wynosi ok. 11 proc." - czytamy w odpowiedzi UOKiK. Jeśli zawęzimy rynek tylko do księgarni, wyłączając z niego np. hipermarkety i sklepy internetowe, ten udział wzrośnie do 28 proc. To wciąż daleko od 40 proc., które - zgodnie z ustawą - dają przedsiębiorcy pozycję dominującą. Jedynie w kategorii "księgarnie sieciowe" (funkcjonujące pod tym samym szyldem) udział Empiku wynosi 51 proc.
Jeśli chodzi o ceny narzucane wydawcom przez detalistę, to i tu UOKiK nie dopatrzył się problemu. "Empik zapewnia sobie korzystne warunki współpracy, a zachowanie takie nie narusza ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów" - podsumował Urząd.
- Ta odpowiedź jest nonszalancka i sprzeczna z dotychczasowym orzecznictwem UOKiK, który tym razem definiuje rynek dystrybucji książki bardzo szeroko, choć wcześniej potrafił zawęzić rynek właściwy do książek Harry'ego Pottera - oburza się Grzegorz Gauden, dyrektor Instytutu Książki, który po raz drugi skierował zawiadomienie do Urzędu w tej sprawie. Gauden zapowiada, że Instytut zamierza "doprowadzić tę sprawę do końca": - I wtedy zobaczymy, czy obecne prawo w wystarczającym stopniu chroni rynek księgarski.
O problemach wydawnictw z Empikiem pisaliśmy na początku marca. Już wtedy powołały one grupę roboczą, która miała negocjować z detalistą. Problemy zaczęły się wraz z uruchomieniem przez Empik magazynu centralnego, który przejął całą logistykę, która wcześniej leżała w gestii wydawców. Ich książki mają trafiać do magazynu rozsyłającego je do poszczególnych salonów. W rozmowie z "Gazetą" wydawcy narzekali na zbyt wysokie opłaty logistyczne i zbyt długą drogę książek z magazynu na półkę sklepową (pod koniec zeszłego roku przekraczała dwa tygodnie).
Pertraktacje z Empikiem nic nie dały. Przedstawiciele sieci odmówili rozmów z grupą roboczą, a wydawcy wciąż żalą się na wydłużające się terminy płatności (ze zwyczajowych 120 dni do 180 dni) oraz na brak
umowy ramowej regulującej współpracę z detalistą.