Google nie może dojść do ładu z wydawcami prasy. Kością niezgody jest serwis Google News, który umożliwia internautom szybkie wyszukiwanie w sieci informacji produkowanych przez media (głównie przez prasę). Serwis, który wystartował w 2002 r., gromadzi linki oraz krótkie fragmenty artykułów. Jeśli internauta klika w link - trafia na witrynę gazety. Do tej pory wydawcy prasy stali na stanowisku, że to ogranicza ruch na ich stronach, gdyż coraz większej liczbie internautów wystarczały nagłówki w Google News i nie szukali już informacji w serwisach gazet. To z kolei przekłada się na niższe przychody gazet z internetowych reklam.
Teraz wydawcy mają nowe zmartwienie, bo od marca Google News sprzedaje na swoich amerykańskich stronach reklamę. "Taka działalność z całą pewnością wpłynie na przychody z reklam wydawców gazet w świecie online i stworzy przeszkody do jakiegokolwiek możliwego partnerstwa z Google opartego na zaufaniu i poszanowaniu zasad" - czytamy w oświadczeniu Europejskiego Stowarzyszenia Wydawców Gazet (ENPA). "Google nie wypełnia publicznych obietnic wobec wydawców, że nie będzie zamieszczać reklam na swoim serwisie informacyjnym. Tym samym Google daje również bardzo negatywny sygnał, że z jego strony nie ma żadnej chęci do negocjowania z wydawcami gazet na otwartych i uczciwych zasadach".
ENPA namawia swoich członków do wytaczania amerykańskiemu koncernowi procesów, "by uświadomić Google'owi krzywdy, jakie wyrządza czytelnikom, dziennikarzom i innym pracownikom, oraz by spółka zrozumiała, jaki ma wpływ na przemysł, demokrację i poziom zatrudnienia".
- W miniony piątek skierowaliśmy zaproszenie na spotkanie do szefa Google
Polska [Artura Waliszewskiego]. Chcemy przede wszystkim rozmawiać o wytyczeniu granic współpracy - deklaruje Maciej Hoffman, dyrektor generalny Izby Wydawców Prasy.
Co na to Google? Z Martą Jóźwiak, rzeczniczką Google Polska, nie udało nam się skontaktować. Serwis Google News działa w Polsce od września 2008 r., a IWP już niejednokrotnie zgłaszała wobec niego zastrzeżenia. Po raz ostatni pod koniec marca, gdy Polska Agencja Prasowa zgodziła się udostępniać temu serwisowi swoje materiały.
Nie tylko wydawcy prasy narzekają na Google'a. W zeszłym tygodniu spółka tłumaczyła się ze skanowania książek w bibliotekach. Projekt ten prowadzony przez Google od 2004 r. wywołał oburzenie amerykańskich wydawców książek, którzy pozwali koncern do sądu. Na mocy ugody zawartej jesienią 2008 r. wydawcy, którzy chcą dołączyć do ugody z koncernem i czerpać z tego profity, muszą do 4 września 2009 r. wypełnić specjalny formularz w sieci.
W zeszłym tygodniu do Warszawy przyjechał nawet Philippe Colombet odpowiedzialny za program Google Book Search. Miał uspokoić polskich wydawców, bo choć ugoda dotyczy tylko rynku amerykańskiego, książki oraz przekłady polskich autorów znajdują się również w bibliotekach za oceanem. Colombet przekonywał, że to wydawcy decydują, w jakim stopniu i czy w ogóle zeskanowane książki będą widoczne w wynikach wyszukiwania. I namawiał polskie wydawnictwa do wypełnienia internetowego formularza. - Nie zawsze wiemy, kto jest autorem praw. Zwykle jest to wydawca, ale czasem jest to sam autor. Są też inne, bardziej skomplikowane przypadki. Nie możemy zgadywać - tłumaczył Colombet.
Amerykańska prasa zwraca uwagę, że z coraz większym niepokojem na Google patrzą władze antymonopolowe. W ciągu ostatnich kilku tygodni Departament Sprawiedliwości zaczął analizować ugodę sądową giganta z wydawcami książek. Urzędnicy chcą ustalić, czy jest ona zgodna z prawem antymonopolowym. Z kolei Federalna Komisja Handlu sprawdza, czy zasiadanie dwóch tych samych członków w radach nadzorczych Google i
Apple nie ogranicza konkurencji. - Potęga Google'a jest powodem do niepokoju w wielu branżach - w mediach, reklamie, telekomunikacji czy oprogramowaniu. Jednak bycie dużym, skutecznym i ambitnym jeszcze nie jest złamaniem prawa. Trzeba być dużym i złym. I to naraz - powiedział prof. Andrew Gavil z Howard University na łamach "New York Timesa".