Komisja Europejska chce, by wspólny nadzór finansowy oparł się na dwóch instytucjach - Europejskiej Radzie Ryzyka Systemowego i Europejskim Systemie Nadzoru Finansowego. Rada miałaby wykrywać i ostrzegać przed pojawiającymi się zagrożeniami makroekonomicznymi. A System Nadzoru Finansowego (złożony z trzech komitetów - do spraw banków, rynku kapitałowego i ubezpieczeń) na bieżąco przyglądać się poszczególnym międzynarodowym grupom finansowym. W obradach komitetów uczestniczyliby przedstawiciele nadzorów krajowych, w tym KNF.
W rękach komitetów znalazłaby się duża władza: jednym z ich głównych zadań ma być rozwiązywanie sporów pomiędzy nadzorcami lokalnymi. To znaczy, że jeśli np. polski nadzór miałby inną opinię niż nadzór włoski, to komitet zadecyduje, kto ma rację. A nadzorcy będą musieli się podporządkować. Komitety mogłyby też wydawać zalecenia odnośnie do poszczególnych instytucji finansowych, do których musiałyby się one stosować.
Rozmowa ze Stanisławem Kluzą Nina Hałabuz: Co powstanie europejskiego nadzoru będzie oznaczało dla polskich banków? Stanisław Kluza, KNF: Jeśli nadzór będzie mógł podejmować decyzje wiążące nadzory krajowe, to część uprawnień kontrolnych zostanie przeniesiona na poziom europejski. To mogłoby zagrozić stabilności polskiego rynku finansowego.
Dlaczego? - Bo duże, międzynarodowe grupy finansowe mogłyby obniżać poziom kapitałów w swoich polskich spółkach-córkach. A przecież większość działających w Polsce instytucji finansowych wchodzi w skład grup międzynarodowych. Powstaje wątpliwość, czy Komisja Europejska nie realizuje postulatów takich grup finansowych, które chciałyby centralnie zarządzać kapitałami i móc swobodnie transferować je z jednego podmiotu do drugiego. Przy takim rozwiązaniu interesy małych rynków - takich jak
Polska - i tamtejszych klientów nie byłyby raczej brane pod uwagę.
A czy wspólny nadzór nie zwiększy bezpieczeństwa banków i oszczędności, które zgromadzili w nich klienci? - Kryzys pokazał, że najlepiej sprawdziły się te nadzory, które działały szybko i skutecznie. Przykładem może być sytuacja grupy AIG - okazało się, że problemy spółki-matki nie muszą przekładać się na problemy spółek zależnych.
Zgadzam się z pomysłem utworzenia Europejskiej Rady Ryzyka Systemowego, która na bieżąco analizowałaby sytuację na poszczególnych rynkach. Mogłaby szybko identyfikować zagrożenia i potrzeby. Dla nadzorców lokalnych byłoby to cenne źródło informacji. Mam za to wątpliwości co do przeniesienia uprawnień nadzorczych dotyczących poziomu kapitałów na nadzór europejski i jednoczesnego pozostawienia odpowiedzialności za te decyzje na poziomie krajowym. To może zagrozić stabilności lokalnych instytucji finansowych.
KNF codziennie przeprowadza kontrole w bankach. Czy te zadania przejdą w ręce europejskich instytucji nadzorczych? - Operacyjną kontrolę w bankach prowadziłby nadzór lokalny, ale decyzje na podstawie tych kontroli zapadałyby na poziomie europejskim. W propozycji Komisji pojawia się budzący niepokój zapis, mówiący o możliwości wydawania przez nadzory europejskie decyzji prawnie wiążących dla nadzorców krajowych. To znaczyłoby, że pewne uprawnienia - na przykład kontrola wypłacalności polskich instytucji finansowych - zostałaby przeniesiona na poziom europejski. Mam wątpliwości, na ile nadzorca europejski zainteresowany będzie zachowaniem stabilności polskiego rynku czy ochroną interesów polskich klientów.
Czy zmieni się znaczenie i zakres kompetencji KNF? - Wszystko zależy od ostatecznego projektu legislacyjnego, który muszą potem przyjąć Rada i Parlament Europejski. Większość krajów Unii zgłasza obiekcje do propozycji Komisji. Nie podoba im się pomysł ograniczenia kompetencji lokalnych nadzorców przy jednoczesnym obarczaniu lokalnych podatników finansową odpowiedzialnością za np. bankructwo którejś z instytucji finansowych.