Projekty informatyczne mają zlikwidować konieczność biegania po urzędach z papierkami i kwitami, zwłaszcza że urzędy najczęściej te informacje już w swoich bazach mają. Chodzi m.in. o centralną bazę tzw. PESEL2, skąd urzędnicy sami mieliby ściągać potrzebne dane i nowe dowody osobiste z zaszytym już podpisem elektronicznym.
Co o wizji rządu myślą czytelnicy "Gazety"? Jakie mają doświadczenia z e-urzędami? Poniżej fragmenty wybranych listów. Zachęcamy do przysyłania kolejnych - e-urzedy@gazeta.pl.
Pani Iza Niedawno brałam ślub w USC w
Lublinie. Urodziłam się w Świdniku. Musiałam w Świdniku wziąć odpis aktu urodzenia, za który zapłaciłam 20 zł. Przywiozłam go do Lublina i musiałam w USC go zostawić jako załącznik do akt. Z mojej perspektywy wygląda to tak: na własny koszt przewożę akt urodzenia z jednej gminy do drugiej i jeszcze płacę za tę łaskawie daną mi możliwość 20 zł.
Właściwie to ja jeszcze nie powinnam narzekać, bo moje gminy są blisko, ale co ma powiedzieć człowiek, który bierze ślub w
Szczecinie, a urodził się w
Rzeszowie?
Pan Waldemar Ciekawi mnie, czy te elektroniczne "zapędy" rządu przeniosą się także na ZUS. Ta zbiurokratyzowana instytucja była chyba najszybciej zaopatrzona w
komputery i system mający ułatwić obsługę klientów. I co? Nie dość, że zrzucono na firmy obowiązek kupowania za własne pieniądze podpisu elektronicznego, to nadal niemal wszystko donosić trzeba w formie papierowej: pracownikowi trzeba wystawić papierowe Z-3, choć ZUS ma wszystkie zawarte w tym druku dane pracownika wcześniej wysyłane w formie elektronicznej przez Płatnika. Inny przykład - pracownik jest na rencie, ale nadal dorabia. ZUS chce więc zaświadczenie o rocznych dochodach tego pracownika, choć też ma wszystkie dane u siebie. Gdy pytam w ZUS, dlaczego tak się dzieje, miłe panie w okienkach potwierdzają, że faktycznie wszystko w systemie mają, ale one są z innego działu i nie mają dostępu do tych danych. One wprowadzają je i dopiero wtedy mogą sprawdzić, czy przyniesiony "na papierze" kwit jest zgodny z tym, co już mają. I wszystko to dzieje się za nasze pieniądze. Nie bardzo więc liczę na to, że uda się taką rewolucję przeprowadzić. Przykładów bezwładu każdej, także i tej władzy jest "na pęczki".
Pan Roman Rejestrowałem samochód i wyrabiałem prawo jazdy. Na stronie internetowej UM Krakowa znalazłem bardzo dobry opis potrzebnych dokumentów i całej procedury. Zostałem poinformowany, że mogę w internecie sprawdzić, czy moje prawo jazdy jest już gotowe do odbioru. Po miesiącu sprawdzałem codziennie i zawsze pojawiała się informacja, że prawa jazdy jeszcze nie ma. Trochę to trwało, więc postanowiłem do urzędu zadzwonić. Jakież było moje zdziwienie, kiedy usłyszałem od urzędniczki, że dokument już dawno jest gotowy do odbioru.
Pan Robert Miałem ostatnio okazję zapytać w urzędzie skarbowym w
Warszawie o kwestię faktur elektronicznych. Przemiła pani z rozbrajającą szczerością poinformowała mnie, że nie mają żadnej możliwości ani odczytu takowych faktur (rozmawialiśmy o pendrive, CD oraz e-mail) ani możliwości weryfikacji podpisu elektronicznego tychże dokumentów. (...) Sprowadza się to do tego, że dokument elektroniczny, który zgodnie z ustawą nie powinien wymagać drukowania, tak czy inaczej zostaje w większości przypadków przelany na papier. Jest to tym bardziej rozczarowujące, że od wprowadzenia elektronicznych faktur minęły już prawie cztery lata i większość dużych kontrahentów je wystawia.
Piotr Kwaśny, sekretarz powiatu oleśnickiego Nie do końca mogę zgodzić się z twierdzeniem Pana Wiesława Paluszyńskiego, prezesa Trusted Information Consulting, że "największą przeszkodą w budowaniu e-administracji jest mentalność urzędników". Urzędnicy wiedzą, jak wygląda komputer, i potrafią wykorzystać go w swojej pracy. To raczej brak spójnej wizji w zakresie e-urzędu, brak zmian w przepisach, które umożliwiają korzystanie z nowoczesnej technologii powodują, że nawet z drobną sprawą musimy odwiedzić urząd.