Przemysław Poznański: Czy na polskim rynku telefonii komórkowej jest konkurencja? Chris Bannister*: Teraz jest. Trzy lata temu, gdy zaczynałem pracę w Polsce, o prawdziwej konkurencji nie można było mówić. Był to rynek wysokich dochodów dla trzech graczy dzielących się klientami po równo.
Jakby miał pan ocenić konkurencyjność polskiego rynku w skali od 1 do 10, to... - ...to trzy lata temu dałbym 1, a w zasadzie 0. Dno. Gdy P4 wygrywało licencję na częstotliwości komórkowe nie można było mówić o skutecznej regulacji rynku, bariery blokujące nowym operatorom wejście na rynek były niemal nie do pokonania. Sprawiała to okropna biurokracja, z jaką nie spotkałem się nigdzie na świecie. Stawianie nadajników to była prawdziwa udręka. To się zmieniło - przepisy zbliżają się powoli do standardów unijnych. Dlatego teraz ocenię polski rynek na 7 - jest całkiem konkurencyjny i dojrzały. Ceny spadły odczuwalnie - o 40-50 proc. To duża zasługa Playa, który wszedł z niższymi cenami i zmusił innych do cięć. Wynika to też z tego, że polski rynek wreszcie się otworzył na inne rozwiązania, na operatorów wirtualnych.
Zaskoczyła mnie tak dobra ocena konkurencyjności polskiego rynku komórkowego. Jeśli polski rynek zasługuje na 7, to azjatycki - stawiany operatorom na całym świecie za wzór - powinien dostać 20. - Azja ma dwa oblicza.
Malezja, Hongkong to kraje ultrakonkurencyjne. Ale jest i
Kambodża, Laos,
Wietnam, gdzie konkurencyjność jest wciąż zbyt niska i jest wiele do zrobienia. Oczywiście zgadzam się, że na Azji można się wzorować - w 1997 r. cena minuty w Malezji kosztowała 5 eurocentów, ok. 20 gr! U nas dziś cieszymy się, że mamy 29 gr. Cena oczywiście przekładała się na częstotliwość użytkowania - przeciętnie Malezyjczyk wygadywał 450 minut miesięcznie, Polak rozmawia nie więcej niż 200 minut. Poza tym w Azji przeniesienie numeru trwa dwie godziny!
Analityk rynku Magda Borowik z IDC Polska wymienia pana jako jedną z dwóch osób, które najbardziej wpłynęły na zmiany polskiego rynku komórkowego. Zaraz za Anną Streżyńską, prezes UKE. - Prezes Streżyńska - choć ściąga na siebie krytykę operatorów zasiedziałych - jest liderem zmian i dzięki niej ten rynek bardzo się zmienia, na czym korzystają konsumenci. Polski rynek nigdy nie doszedłby do tego miejsca, w którym jest dzisiaj, gdyby nie zdecydowana postawa pani Anny.
Operatorzy z wielkiej trójki zarzucają prezes Streżyńskiej, że faworyzuje was, dając możliwość pobierania wyższych opłat za połączenia innych operatorów z waszą siecią - tzw. stawek MTR. - Po pierwsze, przemilczają, że 12 lat temu regulator ustawił ich stawki na znacznie wyższym poziomie niż sieci stacjonarnych, tylko po to, aby złamać monopol TP SA na rynku. To TP i jej klienci - decyzją regulacyjną - przez ostatnie 12 lat finansowali rozwój wielkiej trójki. Teraz kiedy decyzja o identycznej logice jest stosowana dla wszystkich nowych graczy na rynku, tzn. Playa, Cyfrowego Polsatu, CenterNetu i Mobylandu, podnoszą pełne oburzenia głosy. Krótka pamięć? A może czysta hipokryzja?
Po drugie wszyscy nowi gracze na rynku w całej Europie korzystali i korzystają z asymetrii stawek MTR, bo wszyscy regulatorzy w Europie stosują podobną politykę regulacyjną jak UKE. Korzystają na tym również spółki zależne od największych europejskich graczy T-Mobile czy Vodafone na tych rynkach, gdzie są najmniejszymi graczami. Zabawne jest, że np. Vodafone jako grupa domaga się od Komisji Europejskiej zniesienia asymetrii, a w Turcji najgłośniej jej żąda. Kolejna hipokryzja.
Generalnie rzecz biorąc, stawki MTR w Europie i w Polsce są zdecydowanie za wysokie. Powinny spaść do 8 gr za minutę [dziś jest to ok. 22 gr, od 1 lipca stawka spadnie do ok. 17 gr] i powinny wprost wynikać z kosztów operatora. Moim zdaniem koszty takich operatorów jak
Orange uzasadniają stawkę MTR właśnie na poziomie 2 eurocentów. Play i inni młodzi gracze, którzy budują infrastrukturę, powinni mieć zatem wyższe MTR, bo ich koszty są wyższe. Oczywiście to wszystko pod warunkiem, że MTR-y będą dalej istnieć. Jestem bowiem za całkowitym zniesieniem tych stawek. Podobnie jest z absurdalnymi stawkami roamingowymi, które powstrzymują ludzi przed czymś tak naturalnym jak dzwonienie za granicą. Pozytywny sygnał wysyłają na szczęście w tej sprawie mali operatorzy - Play, Hutchison, KPN - i dzięki temu coś się zmienia. Popiera ich Komisja Europejska, która już zapowiedziała, że chce ciąć stawki hurtowe.
I rozpęta się burza, jak wtedy, gdy Komisja po raz pierwszy chciała obciąć stawki roamingowe za rozmowy. - Wielcy operatorzy mają gigantyczne możliwości lobbingowe i z pewnością nie zawahają się wykorzystać np. modnego ostatnio kryzysu, by przekonywać, że to nie czas na obniżki. Szkoda, że takie stawki wciąż obowiązują - mimo wyznaczenia maksymalnego pułapu - na SMS-y oraz na transmisje danych. Średni koszt SMS-a w roamingu to 28 eurocentów. KE obniżyła ten pułap do maksymalnie 11 eurocentów, ale i to za dużo. Dla operatora koszt takiej wiadomości jest w zasadzie zerowy!
To samo z przesyłem danych. Jeśli klient Playa pojedzie do Londynu i skorzysta z sieci Hutchison, to ten operator od Playa weźmie 25 eurocentów za 1 MB ściągniętych danych, a Vodafone - 7 euro! Teraz pan widzi jak bardzo zasiedziali operatorzy wykorzystują klientów. Jestem przekonany, że będą to robić tak długo, jak długo im się na to pozwoli. Widać to po stawkach roamingowych za rozmowy - gdyby Komisja Europejska nie podjęła decyzji o cięciach, operatorzy sami z siebie też nie kiwnęliby palcem i astronomiczne, niczym nieuzasadnione stawki oraz marże obowiązywałyby do dziś. Dlatego cieszę się, że dzięki ostatniej decyzji KE i Parlamentu Europejskiego od 1 lipca maksymalne stawki hurtowe za przesył danych w roamingu spadną do 1 euro za 1 MB. Zmiana cen hurtowych da możliwości obniżki cen detalicznych. Jeśli nie będę musiał płacić 7 euro Vodafonowi, to będę miał olbrzymie pole manewru i Play na pewno to wykorzysta. A co z wielkimi graczami? Oni powoli, powoli, ale też będą musieli się ruszyć i zacząć obniżać ceny. Mali operatorzy mają już w całej Europie 75 mln klientów [na niemal 600 mln komórek używanych w UE] i rosną. Presja z ich strony wkrótce zacznie być dla większych operatorów odczuwalna.