Polska gospodarka cały czas trzyma dystans do największych gospodarek unijnych. Gdy nasz PKB rósł w latach prosperity o ponad 6 proc. rocznie, gospodarki największych krajów UE rosły o 3 proc. Teraz, gdy przyszedł kryzys, a gospodarka UE kurczy się o 4,4 proc., polski PKB w styczniu, lutym i marcu ciągle rósł o 0,8 proc. - To daleko idąca hipoteza, ale być może najgorszy moment jest już za nami - zastanawia się prof. Dariusz Filar, członek Rady Polityki Pieniężnej.
- Odporność polskiej gospodarki to 20 lat solidnego budowania gospodarki, rzetelna praca Polaków i większości polskich rządów przez te lata - mówił minister finansów Jacek Rostowski w piątek w czasie wspólnej konferencji prasowej z premierem Donaldem Tuskiem.
- Zdecydowanie mamy się z czego cieszyć, polska gospodarka cały czas jest na ścieżce wzrostu, tymczasem praktycznie wszystkie gospodarki unijne się kurczą - mówi "Gazecie" Jarosław Bauc, były minister finansów, obecnie prezes Polkomtela. - Zjawiska recesyjne w Polsce zatrzymały się. To bardzo dobry prognostyk. Sądzę, że w całym 2009 r. możemy liczyć na wzrost na podobnym poziomie - mówi Bauc.
W całej UE tylko
Cypr może się pochwalić szybszym wzrostem PKB - o 1,6 proc. Gospodarki innych krajów naszego regionu kurczą się o około 3-5 proc.
Z danych GUS wynika, że największy wkład we wzrost PKB miała konsumpcja. Prywatna wzrosła o 3,3 proc., zaś wydatki publiczne o 6,1 proc. To w sumie dodało 3,5 pkt proc. do wzrostu PKB. Pozytywnie do wzrostu przyczynił się też
eksport netto (dodał 1,9 pkt do wzrostu PKB) oraz inwestycje (0,2 pkt proc. wkładu). Ale wszystko popsuły drastycznie spadające zapasy firm. - To przez nie o 1 proc. spadł w I kw. popyt krajowy - mówi Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK. - Przedsiębiorcy nie produkowali na przyszłość. Schodzili z zapasów, widząc, że popyt za granicą spada - dodaje Reluga. Stąd PKB w I kw., sumując wszystkie składowe, wzrósł tylko o 0,8 proc.
Ekonomiści szacują jednak, że w kolejnych kwartałach konsumpcja oraz inwestycje mogą już tak pozytywnie nie zaskakiwać, a PKB w następnych kwartałach może być nawet na minusie. - Spowolnienie konsumpcji będzie postępowało wraz z pogarszającą się sytuację na rynku pracy - mówi Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego. Jego zdaniem stopa bezrobocia wzrośnie pod koniec roku do 14 proc. z obecnych 11 proc.
- Część inwestycji, które przyczyniły się do wzrostu, było dokończeniem projektów z 2008 r. - mówi z kolei Maciej Reluga.
Według Piotra Kalisza szansą jest to, że firmy będą chciały odbudować swoje zapasy, co może łagodzić spadek produkcji.
Kolejnym elementem, który będzie pozytywnie oddziaływał na wzrost, jest nasz eksport, który licząc w euro, spada, ale zdecydowanie wolniej niż
import. Firmom pomaga słaby
złoty, który sprawia, że sprzedaż za granicę jest bardziej opłacalna.
Premier Donald Tusk i minister finansów Jacek Rostowski dowodzili, że nie wpadliśmy w recesję także dzięki ostrożnej polityce rządu.
Co dalej? - Przy tych wynikach możemy mieć nadzieję, że "jesteśmy na progu odbicia", choć niekoniecznie wzrost pójdzie teraz gwałtownie w górę. - Czekają nas trudne decyzje przy nowelizacji tegorocznego budżetu, ale teraz widać, że nowelizowanie na podstawie zbyt pesymistycznych danych nie miałoby sensu - uważa minister Rostowski.
Jego zdaniem wzrost PKB w tym roku będzie zbliżony do wyniku pierwszego kwartału, czyli 0,8 proc. (Komisja Europejska przewiduje dla nas recesję -1,4 proc.).
- Dane za pierwszy kwartał pokazują, że nowelizacja budżetu może nie będzie taka trudna, jak się wydawało. Może nie trzeba będzie w lipcu powiedzieć Polakom, że będą musiały wzrosnąć daniny publiczne. Ale jeśli będzie taka potrzeba - powiemy to Polakom, niczego nie ukrywamy - mówił premier Tusk.
I dodał, że aby nowelizacja budżetu "miała ręce i nogi", trzeba poczekać na pełne dane. Minister Rostowski zamierza w poniedziałek przedstawić harmonogram prac nad nowelizacją.