Powstania tzw. bezpiecznych funduszy typu B chcieli twórcy polskiej reformy emerytalnej. Trafiałyby do nich osoby, którym niewiele czasu pozostało do emerytury i nie mogą sobie pozwolić na takie ryzyko inwestycyjne jak ci, którym do przejścia na emeryturę pozostało jeszcze dużo czasu. Miały one inwestować ich pieniądze bardziej konserwatywnie niż
OFE, głównie w bezpieczne obligacje państwowe, choć mogłyby także kupować obligacje firm prywatnych. Chodzi o to, żeby chronić oszczędności przed spadkami na giełdach.
Do utworzenia takich funduszy konieczne był nowe przepisy, ale żadna z ekip rządzących po 1999 r. nie podjęła się tego zadania. Nad takimi rozwiązaniami pracuje od kilku miesięcy Ministerstwo Pracy. - Najważniejsze jest teraz wprowadzenie bezpiecznych funduszy, które będą chroniły pieniądze przyszłych emerytów przed spadkami - zapewnia Michał Boni, minister w kancelarii premiera.
Takie fundusze istnieją już w innych krajach naszego regionu, które reformowały swój system emerytalny - m.in. w Estonii i na Słowacji. Jak sobie radziły w kryzysowym 2008 r.? - Nawet osoby, które były w konserwatywnych funduszach, traciły realnie, czyli po uwzględnieniu
inflacji - mówił dr Dariusz Stańko z SGH podczas konferencji "Inwestycje i wypłata świadczeń w kapitałowych systemach emerytalnych" zorganizowanej przez Izbę Gospodarczą Towarzystw Emerytalnych i Międzynarodową Federację Zarządzających Funduszami Emerytalnymi (FIAP).
W Estonii bezpieczny fundusz stracił w ubiegłym roku ponad 2 proc. Po uwzględnieniu inflacji było to jeszcze więcej - przeszło 8 proc. Nieco lepiej wyglądało to na Słowacji, gdzie takie fundusze były na 3-proc. plusie. Jednak gdyby uwzględnić wzrost cen, także tracił - 1,3 proc.
- Bezpieczne fundusze wcale nie muszą ochronić naszych pieniędzy przed spadkami - mówi dr Filip Chybalski, ekspert emerytalny z Politechniki Łódzkiej. Jego zdaniem może zdarzyć się tak, że taki fundusz zarobi 3 proc., ale
inflacja wyniesie 5 proc., więc realnie straci. - Będą to jednak mniejsze straty niż w OFE, które mogą więcej inwestować w akcje, a więc są dużo bardziej narażone ryzyko spadków - dodaje.