Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Czytaj więcej na ten temat:
Prezesi banków nie chcą dzielić się kryzysem Prezesi polskich banków nigdy nie mogli narzekać na zarobki. Ale ostatnio ich portfele spuchły jeszcze bardziej. Jak obliczyła kancelaria Sedlak & Sedlak, średnio prezes banku zarobił w zeszłym roku 2,2 mln zł. Czyli prawie 200 tys. zł miesięcznie!
A rekordziści zarabiają znacznie więcej. Józef Wancer, prezes BPH, w zeszłym roku włożył do portfela ok. 5,7 mln zł. Prawie 6 mln zł wypłacił sobie wiceprezes Banku Pekao Luigi Lovaglio. To najlepiej wynagradzani bankowcy w Polsce.
Na dodatek bankowi menedżerowie w ubiegłym roku dostali wysokie podwyżki. Z rachunków "Gazety" wynika, że tylko w pięciu giełdowych bankach zaliczanych do prestiżowego indeksu WIG20 prezesom i członkom zarządów wypłacono łącznie 72,4 mln zł pensji! Rok wcześniej ci sami menedżerowie zainkasowali "tylko" 55,7 mln zł.
Dla porównania: zarządy pozostałych piętnastu spółek z indeksu WIG20 kosztowały w sumie 105 mln zł. W zeszłym roku
pensje w zarządach banków wzrosły znacznie bardziej niż w innych spółkach.
- Co w tym dziwnego? Prezesom płaci się za wyniki - wzrusza ramionami w nieoficjalnej rozmowie z "Gazetą" wiceprezes dużego banku. A zysk polskich banków wzrósł w zeszłym roku o jedną trzecią, do astronomicznych 14 mld zł.
Jednak teraz branży bankowej zagląda w oczy widmo kryzysu. W pierwszym kwartale tego roku polskie banki zarobiły już o połowę mniej niż rok temu - tylko 2 mld zł. Kolejne kwartały mogą być jeszcze gorsze. Prezes PKO BP Jerzy Pruski ostrzegł nawet, że w całym 2009 r. banki mogą mieć 2-3 mld zł straty.
Rośnie liczba niespłaconych kredytów. Według Krajowego Rejestru Długów firmy i osoby prywatne nie oddały bankom w terminie 39 mld zł. To o 6-8 mld zł więcej niż rok temu.
W bankach już zaczęły się zwolnienia pracowników -w sumie
pracę może stracić 12 tys. osób. Kolejnych kilkanaście tysięcy pracowników ma obniżone pensje.
Prezesom banków nikt zarobków obciąć nie może - są zapisane w wieloletnich kontraktach. Menedżerowie mogliby co najwyżej sami zgodzić się na obniżki pensji.
Zdecydował się na to Mateusz Morawiecki, prezes banku BZ WBK. -Wszyscy menedżerowie mają obcięte dodatki do pensji, a wynagrodzenie zasadnicze okroiliśmy o 30-50 proc. Mnie jako prezesa banku cięcia pensji dotyczą najbardziej - powiedział nam Morawiecki, który w zeszłym roku zarobił 3,2 mln zł.
Morawiecki przekonuje, że dzięki cięciom uda się uchronić pracowników przed zwolnieniami grupowymi. A przecież jego bank wcale nie jest w złej sytuacji, w pierwszym kwartale zarobił 119 mln zł.
Podobnie jak prezes BZ WBK do swojego
wynagrodzenia w czasach kryzysu podszedł Bogusław Kott, prezes Banku Millennium. I też obciął sobie pensję. Od marca. Nie chciał jednak nam zdradzić o ile. W zeszłym roku Kott zarobił niecałe 2,2 mln zł.
Większość prezesów nie idzie jednak w ślady Morawieckiego i Kotta. W banku BPH, który w pierwszym kwartale miał 33,8 mln zł straty i musi zwolnić prawie tysiąc osób, o obniżce rekordowej pensji prezesa Józefa Wancera na razie nie słychać.
Izabella Bilińska-Trzopek z OPZZ przyznaje, że poruszała ten temat na ostatnim spotkaniu związków zawodowych z szefami BPH. -To nieetyczne, że menedżerowie pobierają kilkumilionowe wynagrodzenia w zderzeniu z drastycznymi redukcjami zatrudnienia wśród zwykłych pracowników - mówi Bilińska-Trzopek.
Jaką związkowcy dostali odpowiedź? Że zarobki członków zarządu ustala rada nadzorcza, więc nie można ich ot tak obniżyć.
Według Kazimierza Stańczaka, szefa Polbanku EFG, w gorszych czasach wszyscy zarabiają mniej, więc samoograniczyć powinni się również prezesi. Ale zaraz dodaje: -Zarządzanie w kryzysie wymaga wielkich umiejętności i wysiłków kapitana statku, czyli prezesa. I to trzeba docenić.