Wiadomości lokalne, zapowiedzi spektakli i recenzje
muzyczne opatrzono dopiskiem: "Ten artykuł został napisany przez indyjskiego współpracownika". I tak o pieczeniu śledzia w klubie rotariańskim, które stało się już tradycją dla mieszkańców miasteczka Essex w stanie Connecticut, napisała Nilanjana Bhowmick z New
Delhi. "Zresztą śledź nie jest tylko rybą, jest celebracją życia!" - zachęcała na łamach "Hartford Advocate". Pod jej tekstem umieszczono adresy pobliskich restauracji serwujących pieczonego śledzia.
Z kolei Vijeta Bhatia z Bombaju zrelacjonowała historię 11-latka ze stanu Utah, który postanowił trafić do księgi
rekordów Guinnessa, pokrywając swoją twarz jak największą liczbą żywych ślimaków.
Dzięki temu eksperymentowi wydająca tygodniki „Hartford Advocate”, „New Haven Advocate” oraz „Fairfield County Weekly” spółka New Mass. Media Inc. przejdzie do historii. Propozycje
pracy zamieściła w internetowym serwisie Craigslist. - Dostaliśmy kilka zgłoszeń od ludzi o bardzo wysokich kwalifikacjach, którzy pisali do brytyjskich »The Guardian « czy BBC. Nie mieścili się w naszym
budżecie - opowiada redaktor naczelny firmy John Adamian branżowemu miesięcznikowi „Editor & Publisher”. Zatrudniono więc tańszych i mniej wymagających autorów, którzy dostali szkice pomysłów oraz listy kontaktów niezbędnych do napisania tekstów.
Po co? Żeby pokazać czytelnikom, jak daleko wydawcy mogą posunąć się w dobie cięć kosztów. Redakcje tygodników opublikowały specjalny list. Tłumaczyły w nim, że zainspirował ich pomysł serwisu internetowego Pasadena Now, który w zeszłym roku zlecił dziennikarzom w Indiach obsługę wydarzeń w lokalnym ratuszu. Autorzy z Indii przyglądali się władzom lokalnym Pasadeny przez kamery internetowe. "Za artykuł liczący tysiąc słów Hindusi podyktowali powalającą stawkę 7,5 dolara" - piszą redakcje trzech tygodników.
„Jeśli nasz wydawca chce zastąpić nas Hindusami, to możemy powiedzieć jedynie: »Powodzenia! « (...) Przygotowanie tych wydań wymagało zaangażowania praktycznie całego zespołu redakcyjnego” - podkreślają dziennikarze. I zdradzają kulisy eksperymentu. Niektórzy współpracownicy zniknęli bez śladu i nie oddali tekstów w ogóle, a inni oddali coś, nad czym trzeba było jeszcze dużo pracować. Na dodatek indyjskie wydania amerykańskich gazet nie były tanie - za teksty trzeba było zapłacić więcej niż 7,5 dolara.
"Jest jasne, że w dobie szaleńczej redukcji kosztów i zwolnień miliony Hindusów mówiących po angielsku i podłączonych do internetu mogą kusić wydawców. Jeśli tak, nasi indyjscy koledzy będą się śmiać ostatni. Może jesteśmy staroświeccy, ale uważamy, że dobre, staroświeckie dziennikarstwo jest warte swojej ceny. Outsourcing z pewnością może wypełnić strony, zapewne bardzo tanio, ale w ten sposób stracimy samą istotę lokalnych gazet - obecność. Ale nie słuchajcie nas. Poczytajcie i zdecydujcie sami" - zasugerowały czytelnikom redakcje "Hartford Advocate", "New Haven Advocate" oraz "Fairfield County Weekly".