"Wychodząc naprzeciw prośbom polskiej strony, Gazprom podpisał z Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem kontrakt na dostawy 1,024 mld gazu w 2. i 3. kwartale br." - ogłosił wczoraj Gazprom. Gaz będzie kosztował 300 mln dol.
PGNiG czekało na to od dwóch tygodni. Bo ten kontrakt polska spółka podpisała z Gazpromem już 8 maja. Wiceminister gospodarki Joanna Strzelec-Łobodzińska zapowiadała wtedy, że umowa zostanie zatwierdzona za tydzień, po uzyskaniu zgód korporacyjnych. Ale z ustalonego terminu wywiązała się tylko polska strona. Gazprom zwlekał.
Wczoraj PGNiG ujawniło, że ma w magazynach 0,8 mld m sześc. gazu. Aby je wypełnić po brzegi, potrzebuje jeszcze drugie tyle. Część dodatkowych dostaw trafi zatem do bieżącej konsumpcji.
PGNiG musiało zwrócić się do Rosjan o dodatkowe dostawy, bo od początku roku z kontraktu na
import gazu do Polski nie wywiązuje się RosUkrEnergo - szwajcarska spółka Gazpromu. Rosyjski koncern wykorzystał nierzetelność swojej spółki i postawił nasz rząd pod ścianą. W zamian za dodatkowe dostawy Gazprom zażądał, by nasz rząd renegocjował porozumienie z rządem Rosji o budowie i eksploatacji gazociągu jamalskiego oraz
imporcie rosyjskiego surowca do 2022 r.
Na początku marca komisja ds. gospodarczych kierowana przez ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka uzgodniła z rządem Rosji renegocjację gazowego porozumienia. Także premier Donald Tusk rozmawiał z premierem Rosji Władimirem Putinem w styczniu i marcu o dodatkowych dostawach. Ale czas płynął, a gazu nie było. O te opóźnienia rząd nie ma pretensji. - Cieszę się, że nie zawiodłem się co do obietnicy premiera Putina, że ta kwestia zostanie załatwiona - powiedział premier Tusk. Za "konstruktywne podejście" chwalił wczoraj Gazprom wicepremier Waldemar Pawlak. Nawet Ministerstwo Skarbu ogłosiło podpisanie kontraktu, choć nigdy wcześniej nie informowało o umowach PGNiG.
RUE miało w tym roku sprzedać PGNiG 2,3 mld m sześc. gazu, więc dodatkowy kontrakt wypełnia tę lukę niespełna w połowie. Ale dyr. Maciej Kaliski z Ministerstwa Gospodarki powiedział, że z powodu kryzysu PGNiG potrzebuje w tym roku tylko 13,5 mld m sześc. gazu i po podpisaniu umowy ma już tę ilość surowca.