Dariusz Kaszuba jest jednym z przedsiębiorców, którzy żyją z publicznych zamówień. Jak wynika z ogłoszeń w Biuletynie Zamówień Publicznych, jego firma Kaszub wygrała w ubiegłym roku 57 przetargów o łącznej wartości blisko 44 mln zł. Kwota niemała, jeśli wziąć pod uwagę, że 36-letni przedsiębiorca z Kiełpina (woj. pomorskie) pierwsze kroki na tym rynku zaczął stawiać zaledwie siedem lat temu. Wcześniej montował sztuczne nawierzchnie na boiskach, jako podwykonawca gdyńskiej spółki specjalizującej się w budownictwie sportowym.
Kaszuba opowiada, że początkowo zatrudniał dwóch ludzi, a dziś w jego firmie pracuje 65 osób, nie licząc ekip podwykonawczych. Przełomowym momentem było uruchomienie przez rząd Donalda Tuska programu "Moje boisko - Orlik 2012". Program ten zakłada wybudowanie w każdej gminie kompleksu boisk, tzw. orlików.
- Miesięcznie składamy po 60-80 ofert przetargowych - mówi przedsiębiorca, z wykształcenia - ogrodnik. Wraz z siedmioma kierownikami nadzoruje budowy w całym kraju. Zdarzało się więc, że pokonywał rocznie 150 tys. km, czyli ponad 400 km dziennie!
Budowlanka na czele Jednak to nie Kaszuba zarobił w ubiegłym roku na publicznych zamówieniach najwięcej. W rankingu, który opracował dla nas UZP na podstawie ogłoszeń o wynikach przetargów zamieszczonych w Biuletynie, aż osiem firm z pierwszej dziesiątki to firmy budowlane. Wśród nich siedem to potentaci specjalizujący się w robotach drogowych. Np. ubiegłorocznym liderem rynku zamówień publicznych został koncern Skanska, który wygrał 142 przetargi, głównie drogowe, o wartości ponad 216,4 mln zł.
Za niespodziankę można więc uznać bardzo wysokie, bo szóste miejsce niewielkiej spółki Tamex Obiekty Sportowe, której założycielem, współwłaścicielem i prezesem jest Konrad Sobecki. W ubiegłym roku jego firma zdobyła na rynku zamówień publicznych kontrakty za 60,8 mln zł.
Anita Wichniak-Olczak z UZP zastrzega, że ranking wyglądałby inaczej, gdyby zostało w nim uwzględnione przeszło 13,4 tys. zamówień ogłoszonych w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej, w tym tzw. zamówienia sektorowe. Tych jest mało, ale często mają ogromną wartość, bo są udzielane przez przedsiębiorstwa działające w sektorach gospodarki wodnej, energetyki, transportu i usług pocztowych.
Do Dziennika Urzędowego Unii Europejskiej trafiają przetargi, których wartość przekroczyła progi unijne. Dla administracji rządowej wynoszą równowartość 133 tys. euro, a dla samorządów - 206 tys. euro. Dla robót budowlanych zaś, bez względu na to, kto jest zamawiającym - przeszło 5 mln euro.
W czołówce największych graczy na rynku zamówień publicznych z pewnością znalazłyby się także inne duże firmy budowlane (np. Budimex Dromex), a także z branż: farmaceutyczno-medycznej, komputerowo-informatycznej, paliwowej, motoryzacyjnej i komunikacyjnej.
W kryzysie rośnie konkurencja A jaki był rynek zamówień w 2008 r.? Jak policzono w UZP, jego wartość sięgnęła 109,5 mld zł (rok wcześniej było to 103,1 mld zł). Z ogłoszeń o rozstrzygnięciach przetargów w BZP wynika, że co najmniej jedno zlecenie zdobyło 58 tys. firm. Nie da się jednak powiedzieć, że polscy przedsiębiorcy ostro konkurowali na tym rynku. W niemal co drugim postępowaniu o udzieleniu zamówienia publicznego została złożona tylko jedna oferta!
Były prezes UZP Tomasz Czajkowski zauważa, że dzięki ożywieniu gospodarczemu firmy, zwłaszcza budowlane, jeszcze do niedawna mogły przebierać w ofertach. Pieniędzy szukały więc tam, gdzie najłatwiej.
Sytuacja się jednak zmienia. W kryzysowych latach początku XXI w. statystycznie na jeden przetarg budowlany przypadało aż sześć ofert. W miarę jak sytuacja gospodarcza się poprawiała, ta średnia topniała - do zaledwie dwóch ofert w 2007 r.! A ubiegły rok przyniósł odwrócenie trendu: w przetargach budowlanych rywalizowały już średnio trzy firmy.
Na rynkach UE bez większych sukcesów? A jak radziły sobie polskie firmy z zamówieniami publicznymi poza krajem? Ze statystyk UZP wynika, że raczej słabo. W 2008 r. wygraliśmy 52 duże przetargi o łącznej wartości 113 mln euro, a rok wcześniej - 54. Najwięcej kontraktów nasi przedsiębiorcy zdobyli w Belgii (m.in. badania statystyczne dla instytucji unijnych) oraz na Litwie i w Czechach. Wygrywały m.in.: AB Pesa
Bydgoszcz (dostarczy lokomotywy kolejowe i tramwajowe na Litwę), Rybnicka Fabryka Maszyn "Ryfama" i Stomil Wolbrom (przenośniki hydrauliczne do Czech) oraz Sempertrans Bełchatów (opancerzone przenośniki górnicze na Węgry).
Jednak prawdopodobnie największe sukcesy na unijnym rynku zamówień publicznych ma na swoim koncie spółka Solaris Bus & Coach z Bolechowa, która regularnie wygrywa przetargi poza krajem, np. według zestawienia UZP w ubiegłym roku autobusy tej firmy zamówiły przedsiębiorstwa komunikacyjne z Czech i Węgier. To jednak niepełne dane.
- Autobusy sprzedaliśmy także m.in. do Austrii, Estonii, Niemiec, Danii, Francji, Włoch, Szwecji i Grecji. W sumie na Zachód, także do Szwajcarii i Norwegii, pojedzie 338 naszych autobusów - mówi Tomasz Woźniak, który w Solaris Bus & Coach odpowiada za zamówienia publiczne. Jego zdaniem kluczem do sukcesu jest znajomość rynku, na którym chce się działać. - Najlepiej jest mieć tam swoje przedstawicielstwo - mówi.
Firmy unijne bez większych sukcesów w Polsce Kiedy wchodziliśmy do UE, wielu naszych przedsiębiorców obawiało się, że po otwarciu naszego rynku zamówień publicznych dla europejskich konkurentów ci go szybko zdominują. Te obawy się nie potwierdziły. Z ok. 13,4 tys. "polskich" przetargów ogłoszonych w Dzienniku Urzędowym UE tylko 448, czyli ok. 3 proc., wygrały firmy unijne, głównie z Wielkiej Brytanii, Niemiec i Włoch.
Wprawdzie wartość zamówień udzielonych zagranicznym firmom wyniosła aż 7,9 mld zł. Ale, jak zwraca uwagę UZP, najczęściej w grę wchodziły specyficzne usługi i dostawy, np. prawa licencyjne do filmów, oprogramowanie bądź bazy danych, sprzęt medyczny, urządzenia optyczne i precyzyjne. Często niedostępne w Polsce.