Najnowszy projekt inwestycji zaprezentowały w czwartek Zakłady Azotowe Puławy. Ogłosiły, że chcą skorzystać z debiutu giełdowego kopalni Bogdanka, by kupić jej akcje. A jak informuje agencja Reuters, ZAP przyznał, że w przyszłości może w ogóle spróbuje przejąć kontrolę nad kopalnią. To byłaby potężna inwestycja: sama tylko pierwsza transza akcji Bogdanki (ok. 30 proc. kapitału), która pojawi się teraz na giełdzie, jest warta 400-600 mln zł. Puławskie "Azoty" są jednak jedną z nielicznych spółek, które mają pieniądze w kasie. Po ostatnich trzech kw. roku obrotowego ZAP odnotowały 350 mln zł zysku operacyjnego. Chęć Puław do związania się Bogdanką łatwo zrozumieć: obie firmy planują współpracę m.in. przy projekcie gazyfikacji węgla (który zmniejszyłby zależność ZAP od dostaw gazu z Rosji).
Ale nie tylko Puławy chcą na potęgę inwestować. Podobne ruchy wykonują inne firmy z branży tzw. wielkiej syntezy chemicznej.
Pod koniec kwietnia br. Zakłady Azotowe w Tarnowie-Mościcach podpisały z PGNiG, Polimex-Mostostalem i Tauronem list intencyjny w sprawie wspólnej budowy nowej elektrociepłowni o mocy 200 MW. Z kolei Zakłady Azotowe Kędzierzyn chcą razem z koncernem energetycznym PGE wybudować pierwszy w Polsce "kompleks energetyczno-chemiczny" o zerowej emisji CO2. Zaś CIECh poinformował, że razem z francuskim koncernem Lafarge rozpocznie produkcję tzw. zielonego (ekologicznego) cementu.
Jak te wszystkie inwestycje mają się do przedstawionej w zeszłym roku strategii prywatyzacyjnej zakładów wielkiej syntezy chemicznej? Przecież mają bezpośredni wpływ na wartość (choćby księgową) spółek. Dla Ministerstwa Skarbu nie jest to jednak żaden problem. - To, że spółki budują swoją politykę inwestycyjną, to dobrze - mówi "Gazecie" wiceminister skarbu Krzysztof Żuk. I podkreśla: - Nasze plany się nie zmieniają. Doradcy skarbu państwa i Nafty [państwowej spółki kontrolującej m.in. udziały w ZAT] mają we wrześniu przedstawić oferty kupna dla Tarnowa, Kędzierzyna i CIECh-u. Prywatyzacja tej pierwszej grupy spółek chemicznych zakończy się do końca roku - podkreśla Żuk.
- Jesteśmy otwarci zarówno na inwestorów branżowych, jak i na inwestorów finansowych. Choć bardziej nam zależy na inwestorach branżowych - uzupełnia Marek Karabuła, prezes Nafty Polskiej.
Ministerstwo Skarbu tak naprawdę musi sprzedać pierwszą część spółek "wielkiej syntezy chemicznej" już w tym roku. Bo wpływy z ich
prywatyzacji są wpisane do kwoty 12 mld zł, którą
budżet państwa ma dostać w tym roku z prywatyzacji. Zwłaszcza teraz, w obliczu konieczności nowelizacji
budżetu, Ministerstwo Skarbu Państwa nie bardzo może "nie przynieść" tych pieniędzy.
Ostateczna
prywatyzacja Puław (razem z Zakładami Azotowymi Police) nastąpi znacznie później. - Nie ma szans, żeby zakończyć proces sprzedaży ZAP i Polic jeszcze w tym roku. To zresztą nie miałoby sensu, skoro chcemy w tym roku sprzedać pierwszą trójkę firm chemicznych. Puławy i Police będą sprzedane w 2010 roku - wyjaśnia Żuk. I podkreśla, że w jego opinii związanie się Puław z Bogdanką "ma ekonomiczne uzasadnienie".
• Według oficjalnych danych Ministerstwa Skarbu Państwa do 1 czerwca łączne przychody z tytułu prywatyzacji wyniosły 470,2 mln zł. Ale już wkrótce powiększą się o ponad 1,2 mld zł - bo w najbliższych dniach MSP podpisze z koncernem Vattenfall umowę o sprzedaży „resztówkowych” udziałów w elektrociepłowniach warszawskich i Górnośląskiego Zakładu Energetycznego.