Biznes Ludzie Pieniądze

Jak zapędzić Polaków do sklepów? VAT-em

Piotr Skwirowski
04.06.2009 , aktualizacja: 04.06.2009 21:37
A A A Drukuj
Chcesz kupić telefon, wycieczkę, lodówkę, samochód tańszy o kilkadziesiąt, kilkaset, a nawet kilka tysięcy złotych taniej? Na takie pytanie każdy z nas odpowie twierdząco. Mógłby to spróbować wykorzystać... rząd nerwowo poszukujący dodatkowych pieniędzy do budżetu.
Czy za cyfryzację audiowizualnego dziedzictwa narodowego zapłacą nabywcy elektroniki?
fot. AG
Czy za cyfryzację audiowizualnego dziedzictwa narodowego zapłacą nabywcy elektroniki?
Recepta jest prosta. Trzeba szybko przygotować projekt ustawy podwyższającej podstawową stawkę VAT na towary i usługi. Najmocniej, jak się da. Tu, niestety, dużego manewru już nie ma - możemy ją podnieść z obecnych 22 tylko do 25 proc. Na więcej nie pozwalają przepisy unijne. Dobre jednak i 3 pkt procentowe. W projekcie należy zapisać, że podwyżka wejdzie w życie z początkiem października. I pchnąć taki projekt na ścieżkę legislacyjną. Niezbyt pospieszną. W międzyczasie należy tłumaczyć, że podwyżki nie chcemy, że to ostateczność, ale innego wyjścia nie ma, bo w kasie państwa pustki.

Zapowiedź podwyżki VAT, a tym samym cen, popchnie ludzi do sklepów. Po co bowiem przepłacać, jeśli do końca września można jeszcze kupić taniej? A większe zakupy to więcej pieniędzy z VAT w budżecie. Jeśli przy okazji większe zapotrzebowanie przełoży się choć trochę na wzrost produkcji, to dojdą do tego jeszcze pieniądze z podatków od firm. Może uda się też zwiększyć trochę zatrudnienie?

Science fiction? Nie do końca. Taki scenariusz już kiedyś przerabialiśmy, przy okazji podwyżki VAT na materiały budowlane. Zgoda, wtedy podwyżka była większa, bo podatek rósł z 7 do 22 proc., ale ludzie dosłownie rzucili się na markety budowlane. Teraz może byłoby spokojniej, ale zapowiedź podwyżki VAT też napędziłaby sklepom klientów.

To jednak nie koniec naszego chytrego planu. Wszak, jako się rzekło, podwyżki wcale nie chcemy. Z jej uchwaleniem trzeba więc czekać do ostatniej chwili, do ostatnich dni września. To mógłby być dodatkowy (obok samej podwyżki), argument dla prezydenta, by zablokować wejście ustawy w życie. Gdyby prezydent "zawiódł", trzeba by samemu podwyżkę w ostatniej chwili wycofać.

Ta w sumie - przyznaję - dość karkołomna operacja dałaby budżetowi w III kwartale dodatkowe dochody. Naród, początkowo wściekły na podwyżkę, z ulgą przyjąłby jej odwołanie. Gospodarka, zachęcona większymi zakupami, być może na dłużej weszłaby na nieco wyższe obroty. Tym bardziej że za chwilę zacząłby się tradycyjny szał zakupów przedświątecznych. Tym większych, że jednak ze "starym" VAT.

Żal tylko, że VAT mamy dziś już tak wysoki, że można "zagrać" jedynie stosunkowo niewielką jego podwyżką.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów