Justin Yifu Lin spotkał się m.in. z wiceministrem finansów Ludwikiem Koteckim. Dziś ma wziąć udział w konferencji organizowanej przez Narodowy Bank Polski dotyczącej 20. rocznicy upadku gospodarki socjalistycznej.
- Nawet teraz, gdy mamy globalną recesję, w
Warszawie nie widzę wielu jej oznak. Polski PKB cały czas rośnie, co jest nadzwyczajnym osiągnięciem - mówi Lin. - To między innymi zasługa ostrożnej polityki gospodarczej.
Według Lina na świecie widać już pewne oznaki poprawy, ale sygnały płynące z gospodarek są ciągle mieszane. - Rynki finansowe odbiły się, ale jednocześnie ciągle niepokojące sygnały płyną z realnej gospodarki, m.in. rosnące
bezrobocie - zauważa Lin.
Według Banku Światowego w ostatniej dekadzie około 100 mln ludzi na świecie wyszło z ubóstwa. Według Lina istnieje ryzyko, że bez dodatkowych działań w ciągu dwóch lat blisko jedna trzecia z tych osób znowu wpadnie w biedę.
Justin Yifu Lin nie martwi się na razie o to, że gigantyczne pakiety stymulacyjne organizowane przez państwa zachodnie spowodują wzrost inflacji w kolejnych latach. - Teraz największym zmartwieniem jest scenariusz
deflacji - mówi Lin. Wpływ na obniżanie cen ma jego zdaniem m.in. bardzo niskie wykorzystanie mocy produkcyjnych w przemyśle, które w
USA i Japonii sięga zaledwie 60-70 proc.
Według Lina pakiety stymulujące gospodarki są potrzebne, ale ich rozmiary powinny być uzależnione m.in. od sytuacji finansów publicznych w poszczególnych krajach. Czy
Polska też powinna stymulować swoją gospodarkę? - Polska musi rozważyć kilka czynników, m.in. jak długo będzie trwał ten kryzys i jak pogodzić z tym chęć przyjęcia euro w 2012 r. - mówi Lin. Thomas Laursen, menedżer Banku Światowego w naszym regionie, dodaje: - Polska jeszcze przed kryzysem zaplanowała obniżki podatków wspierające konsumpcję. Teraz tylko trzeba przypilnować, żeby sytuacja finansów publicznych nie wymknęła się spod kontroli.