Oba postkomunistyczne kraje przyjęły wspólną europejską walutę.
Słowenia wprowadziła euro w 2007 roku, Słowacja 1 stycznia tego roku.
- Nasz przypadek jest doskonałym przykładem na to, że warto mieć szerokie poparcie polityczne - powiedział Šramko. Dodał, że na Słowacji udało się zachować pełen konsensus mimo zawirowań politycznych i wyborów w 2006 roku, które zmieniły rząd i układ sił w parlamencie.
Jego zdaniem jest jeszcze za wcześnie na to, by mówić o kosztach i korzyściach jego kraju płynących z uczestnictwa w strefie euro. - Oczywiście
dewaluacja lokalnych walut wpłynęła na konkurencyjność naszej gospodarki - zauważył. Zastrzegł jednak, że w jego mniemaniu nie można jej postrzegać tylko i wyłącznie z perspektywy kosztów i oszczędności płynących z różnic kursowych. - Z mojego punktu widzenia konkurencyjność lepiej jest mierzyć produktywnością - dodał.
Słowaccy eksporterzy ucierpieli w ostatnich miesiącach z powodu osłabienia się
kursów walut konkurencyjnych gospodarek, w tym polskiego złotego. - Eksporterzy twierdzą, że problemem nie jest kurs wymiany, lecz popyt - zastrzegł Šramko. Jego zdaniem Słowaccy przedsiębiorcy nie skarżą się na to, by kurs korony do euro ustalony przed przystąpieniem do unii walutowej.
Przyjęcie euro stwarza wielkie nadzieje Prezes banku centralnego Słowenii Marko Kranjec również podkreśla, że polityczny konsensus jest warunkiem koniecznym uczestnictwa w unii monetarnej. - Moim zdaniem bez szerokiego poparcia nie można dostać się do strefy euro - powiedział. Dodał, że niezbędne też są odpowiednie warunki gospodarcze.
- Przyjęcie euro stwarza wielkie nadzieje: "przyjęliśmy euro, teraz wszystko będzie łatwiejsze" - przestrzegał w wystąpieniu Kranjec. Jego zdaniem takie rozumowanie jest błędne. Samo przyjęcie euro niesie za sobą wiele zagrożeń, m.in. możliwość dalszego powiększenia deficytu budżetowego.
- W Słowenii po przyjęciu euro wzrosły koszty pracy, co ograniczyło konkurencyjność gospodarki. Problemem stała się też
inflacja - wyliczał Kranjec. - Euro nie jest darmowym obiadem. Dlatego po jego przyjęciu nie można poluźniać polityki fiskalnej - przestrzegał.
Wspólna waluta nie jest panaceum O stabilności strefy euro zapewniał Jürgen Stark, członek zarządu
Europejskiego Banku Centralnego. - Epicentrum kryzysu nie jest w Europie kontynentalnej. Nie było tu bankructwa znaczącej instytucji finansowej. Europejskie instytucje pokazały, że potrafią reagować szybko na kryzys - powiedział.
Zaznaczył jednak, że euro, chociaż może chronić przed zewnętrznymi szokami, nie jest panaceum na kryzys. By przed nim się skutecznie bronić, konieczne są "odpowiednie działania w polityce zewnętrznej", a ta pozostaje pod pełną kontrolą rządów narodowych.