Pierwszy raz BP publicznie poparło budowę rury Nord Stream, która ma dostarczać rosyjski gaz do Niemiec, omijając przez Bałtyk tranzytowe państwa Europy Środkowej. - Nord Stream to konkretny przykład partnerstwa energetycznego Rosji z UE. To kluczowy łącznik między producentami gazu w Rosji a europejskimi konsumentami, który zwiększy bezpieczeństwo energetyczne i zapewni swobodniejszy dopływ gazu na rynek Europy. To prawdziwy fizyczny przejaw coraz większej integracji gospodarczej Rosji z Europą - mówił pod koniec zeszłego tygodnia na forum ekonomicznym w Sankt Petersburgu szef BP Toni Hayward. Te deklaracje mają wielką wartość dla Moskwy, która na razie bezskutecznie próbuje rozwiać obawy Finów i Szwedów co do zniszczenia środowiska Bałtyku podczas układania rury.
Te pochwały zwróciły uwagę, bo BP nie ma udziałów w Nord Streamie. Na dodatek BP miał sporo przejść ze swoją rosyjską spółką TNK-BP. W zeszłym roku działalność spółki paraliżowały rosyjskie urzędy, przez lawinę kontroli podatkowych i gróźb cofnięcia koncesji na eksploatację złóż. Większość zagranicznych menedżerów TNK-BP zrezygnowała z
pracy, bo nie przedłużono im rosyjskich wiz. Konflikt zakończył się po wojnie w Gruzji, gdy Brytyjczycy oddali kontrolę nad spółką swoim rosyjskim partnerom, a w radzie TNK-BP zasiadł b. kanclerz Niemiec Gerhard Schröder, który z nominacji Gazpromu kieruje już radą Nord Stream.
Na forum w Sankt Petersburgu okazało się, że entuzjazm BP co do bałtyckiej rury wybuch w czasie, gdy Brytyjczycy starali się załatwić własny gazowy interes z Rosją.
- TNK-BP zwróciło się do rządu Rosji, aby wpisał do programu inwestycji Gazpromu zakup złóż Kowykta - powiedział na forum w Sankt Petersburgu oligarcha Wiktor Wekselberg, jeden z rosyjskich wspólników Brytyjczyków, cytowany przez "Kommiersanta".
Kowykta to gigantyczne złoża na Syberii, potencjalne zaplecze
eksportu gazu do Chin. W dwóch trzecich należą do TNK-BP, ale brytyjska spółka nie mogła ich eksploatować, blokowana przez Gazprom. Gaz nie płynie, więc rosyjscy urzędnicy w 2007 r. zagrozili, że odbiorą TNK-BP prawa do złóż. Brytyjczycy poddali się i zgodzili sprzedać Gazpromowi złoża w zamian za zwrot wcześniejszych wydatków. Ale transakcji dotąd nie sfinalizowano, a parę miesięcy temu Toni Hayward powiedział, że negocjacje zamrożono.
Zdaniem analityków w czasie kryzysu Gazprom nie pali się do odkupienia syberyjskich złóż, bo ich eksploatację zaplanowano dopiero na po 2016 r. Ale skoro TNK-BP prosi o poparcie rząd Rosji, to ekonomia schodzi na dalszy plan. - Jeśli będzie wola polityczna, Gazprom podporządkuje się - uważa Witalij Kriukow z domu maklerskiego Kapitał.
W Sankt Petersburgu Rosjanie postarali się też o dodatkowe poparcie Nord Streamu w Niemczech. W piątek koncern E.ON podpisał umowę o objęciu 25 proc. udziałów złóż Jużnorusskoje, z których gaz ma wypełnić bałtycką rurę. Wcześniej 25 proc. udziałów tych pól objął BASF, drugi z niemieckich wspólników Nord Streamu. Kontrolę nad złożami zachował Gazprom, ale w zamian dał niemieckim koncernom prawo do ekstra zysków z eksploatacji złóż - gdy tylko gaz popłynie przez Bałtyk.