O tym, że rząd ostrzy sobie zęby na dywidendę z PKO BP, na rynku mówiło się od dłuższego czasu. Szykuje się nowelizacja
budżetu państwa, bo rośnie deficyt. A prawie 2,9 mld zł zysku PKO BP to łakomy kąsek. W zeszłym tygodniu wiceminister skarbu Zdzisław Gawlik obiecywał, że pobór dywidendy "nie naruszy interesów spółki". Ale w poniedziałek okazało się, że skarb zamierza wręcz ogołocić PKO BP z zysku.
Zarząd banku podał w porannym komunikacie, że rekomenduje przeznaczenie niemal całego zarobku za 2008 r. na dywidendę. Jeśli 30 czerwca zgodzą się na to akcjonariusze, z banku wypłynie aż 2,88 mld zł. Połowa z tej kwoty - 1,45 mld zł - zasili kasę państwa. Pozostali akcjonariusze dostaną po 2,88 zł na akcję.
Jak to się stało, że Jerzy Pruski, prezes PKO BP, tak radykalnie zmienił zdanie w sprawie dywidendy? Wcześniej mówił, że chciałby zatrzymać zysk w banku. - Poprzednie rekomendacje zarząd przygotowywał jesienią, kiedy jeszcze nie opadł kurz po upadku amerykańskiego banku
Lehman Brothers - tłumaczył wczoraj Pruski. Wyjaśniał, że od wybuchu kryzysu sytuacja na rynkach się uspokoiła i bank może pozyskiwać kapitał z innych źródeł niż wypracowany zysk.
Prezes Pruski wyszedł przed szereg? Czy zmiana zdania Pruskiego to efekt nacisków ministra skarbu Aleksandra Grada? Rzecznik resortu Maciej Wewiór zaprzecza. - Tak wysoka dywidenda to propozycja zarządu banku, ustosunkujemy się do niej podczas walnego zgromadzenia - powiedział Wewiór. I dodał, że w ocenie skarbu potrzebne jest przede wszystkim wzmocnienie kapitałowe PKO BP, by bank mógł zwiększać liczbę udzielanych kredytów.
Czy to oznacza, że prezes PKO BP wyszedł przed szereg, proponując megadywidendę? Na to pytanie Wewiór nie chciał odpowiedzieć. Ale dał do zrozumienia, że kwestia wypompowania z banku całego zysku nie jest przesądzona. A na czerwcowym walnym przedstawiciel resortu nie musi poprzeć tej propozycji.
Z naszych informacji wynika, że niespodziewana wolta Pruskiego może wynikać z nacisków wywieranych na zarząd banku nie przez resort skarbu tylko... Ministerstwo Finansów. Nie udało nam się oficjalnie tego potwierdzić. Ale gdyby okazało się, że Pruski uległ ministrowi finansów, mogłoby to narazić go na konflikt z ministrem skarbu, który kontroluje radę nadzorczą banku.
Informacja o wypłacie całego zysku rozeźliła już Komisję Nadzoru Finansowego (KNF) oraz Narodowy Bank Polski, czyli dwóch partnerów rządu w Komitecie Stabilności Finansowej. - Skarb państwa nie daje dobrego przykładu. Mam nadzieję, że decyzja w sprawie dywidendy w PKO BP będzie zmieniona - oświadczył szef NBP Sławomir Skrzypek.
Stanisław Kluza, przewodniczący KNF, już dwa miesiące temu zalecił bankom, by zatrzymały zyski w skarbcach i przygotowywały się na gorsze czasy. Wczoraj KNF znów zagrzmiała: "W warunkach podwyższonego ryzyka działalności żaden bank nie może sobie pozwolić na osłabienie siły kapitałowej. (...) Banki o zbyt niskich kapitałach będą przedmiotem szczególnego zainteresowania nadzoru". KNF dodał, że decyzje w sprawie dywidendy są istotne przy ocenie, czy zarząd kieruje bankiem stabilnie i bezpiecznie.
Pikanterii dodaje to, że właściciele wszystkich poza PKO BP giełdowych banków zastosowali się do zalecenia KNF. - Z wypłacania dywidendy zrezygnowały nawet Pekao i Citi Handlowy, których współczynniki wypłacalności były tak wysokie, że mogłyby sobie bez problemu pozwolić na dywidendę - przypomina Marek Juraś, analityk DM BZ WBK.
PKO BP nie jest jedyną spółką z dużym udziałem państwa, której zarząd musiał się zgodzić na daninę do budżetu. W piątek swoją rekomendację co do wypłaty dywidendy zmienili też szefowie KGHM. Dotychczas planowali pozostawienie całego zysku spółki (2,9 mld zł) w kasie. Nowa rekomendacja mówi o przeznaczeniu 1,4 mld zł na dywidendę. Z tego niecałe pół miliarda zgarnie skarb państwa.
Plany zarządu PKO BP są też sprzeczne z deklaracjami Waldemara Pawlaka, wicepremiera ds. gospodarczych, który mówił kilkakrotnie, że zysk powinien zostać w banku. Przed drenowaniem instytucji finansowych ostrzegał też Marek Belka, były premier, dziś dyrektor w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. - Od PKO BP, Banku Gospodarstwa Krajowego i PZU nie pobierałbym dywidendy - mówił w rozmowie z "Gazetą".
Nowa emisja za 5 mld Jednocześnie zarząd PKO BP ogłosił, że zamierza przeprowadzić nową emisję akcji. Z ogłoszonego wczoraj komunikatu wynika, że może chodzić o wypuszczenie nawet 650 mln nowych papierów! Przy obecnej cenie rynkowej akcji banku emisja byłaby warta ponad 17 mld zł.
W reakcji na te wieści kurs
akcji PKO BP na giełdzie się załamał. Akcje spadały o ponad 5 proc., a analitycy zastanawiali się, na co bankowi tyle pieniędzy. I dlaczego, skoro PKO BP tyle potrzebuje, jednocześnie państwo drenuje bank z dywidendy.
"Tylko akwizycja innego banku może wymagać tak dużej emisji. W kontekście przejęć najczęściej padały nazwy BZ WBK i Banku Millennium. Ciągle jednak naszym zdaniem jest to odległa perspektywa" - napisali w porannym komentarzu Dariusz Górski i Peter Vidlicka, analitycy biura maklerskiego Wood.
Tajemnica nowej emisji wyjaśniła się dopiero na popołudniowej konferencji zarządu PKO BP. Okazało się, że ambicje banku są mniejsze. - Interesuje nas pozyskanie ok. 5 mld zł - poinformował Pruski. I uspokajał: - Jeśli uwzględnić wypłatę dywidendy oraz emisję akcji, kapitał banku zwiększy się o 2,1 mld zł.
Nowa emisja będzie adresowana do dotychczasowych udziałowców PKO BP. Każdemu inwestorowi, który na koniec dnia poboru będzie miał w swoim portfelu "stare" akcje banku, będą przysługiwały tzw. prawa poboru nowych. Ci, którzy nie będą chcieli objąć nowych papierów, będą mogli sprzedać swoje prawo poboru na giełdzie. Ale w efekcie zmniejszy się ich udział w akcjonariacie.
Analitycy nie mają wątpliwości: na całej operacji najwięcej zyska skarb państwa. Dlaczego? Dostanie spory zastrzyk kapitału z dywidendy, a akcjonariusze mniejszościowi, którym PKO BP wypłaci po 2,88 zł za akcję, będą musieli jeszcze zapłacić podatek. - Dzięki temu po stronie dochodów budżetowych pojawi się dodatkowe 1,7 mld zł - wskazuje Marek Juraś. Na dodatek państwo nie utraci kontroli nad bankiem. Nie obejmie nowych akcji bezpośrednio, ale może zrobić to państwowy Bank Gospodarstwa Krajowego.
Prezes Pruski nie widzi nic dziwnego w tym, że bank jedną ręką wydaje pieniądze na dywidendę, a drugą rękę wyciąga po nowe pieniądze do akcjonariuszy. - Nadrzędnym celem, któremu miałoby służyć zatrzymanie zysków w banku, jest wzmocnienie kapitałów banku. My ten cel zrealizujemy w inny sposób, poprzez emisję nowych akcji. Dzięki niej PKO BP będzie mógł udzielić w przyszłym roku ok. 20 mld zł nowych kredytów - obiecywał Pruski.
Problem w tym, że zanim pieniądze z emisji zostaną zaliczone do kapitałów banku, powstanie ogromna wyrwa wynikająca z wypłacenia dywidendy. Prezes PKO BP zapewnia, że niższe kapitały nie powstrzymają banku od pożyczania pieniędzy firmom i zwykłym konsumentom. Ale eksperci mają wątpliwości: - Akcja kredytowa pewnie się nie zatrzyma, ale przez co najmniej kilka miesięcy PKO BP będzie miał ograniczoną swobodę jej rozwijania - uważa analityk Marek Juraś.