Biznes Ludzie Pieniądze

Kryzys wykańcza najstarszą sieć handlową w Niemczech

Bartosz T. Wieliński
09.06.2009 , aktualizacja: 09.06.2009 21:03
A A A Drukuj
Berlin nie pomoże tonącemu koncernowi Arcandor, właścicielowi domów towarowych Karstadt. - To nie Opel - słychać w Berlinie
- Bez Karstadtu nie ma centrum miasta - napisali pracownicy na transparentach
Fot. FABRIZIO BENSCH Reuters
- Bez Karstadtu nie ma centrum miasta - napisali pracownicy na transparentach
SERWISY
Arcandor zatrudnia w całych Niemczech ponad 50 tys. osób. Zajmuje się handlem i turystyką - jest właścicielem m.in. sieci biur podróży Thomas Cook, domów towarowych Karstadt, sieci wysyłkowej Quelle oraz telewizji zakupowej HSE 24. Wczoraj przed sądem w Essen koncern rozpoczął postępowanie upadłościowe. Przez cały zeszły tydzień jego menedżerowie próbowali wyżebrać od niemieckiego rządu jakąkolwiek pomoc. Berlin był na prośby głuchy. - To sprawa właścicieli i dłużników. W Arcandorze są przecież zdrowe segmenty - mówiła kanclerz Merkel, odmawiając koncernowi 630 mln euro kredytu. We wtorek rano zarząd koncernu miał obradować nad nowym planem ratunkowym, ale osaczeni menedżerowie zdecydowali, że zamiast tego wywieszą białą flagę. Do biur spółki wkroczyli zaraz po tym prokuratorzy, zarzucając zarządowi, że celowo przedłużał agonię koncernu.

Arcandora, który jeszcze dwa lata temu notował 15 mld euro zysku, zabił kryzys. Niemcy zaczęli oszczędzać i w luksusowych domach towarowych zrobiło się pusto. Podobnie w biurach podróży. Spadek dochodów był tak duży, że w czerwcu koncern nie był w stanie zapłacić czynszów - to koszt 23 mln euro.

Pracownicy imperium Arcandora wyszli na ulicę, by w ten sposób wywierać presję na rządzie i wierzycielach. - Zamknięcie Karstadtów zniszczy centra niemieckich miast - pisali na transparentach.





Kanclerz Angela Merkel przesłała protestującym słowa otuchy. Jednak zwykli Niemcy w dużej mierze przyznawali im rację. Domy towarowe sieci (pierwszy powstał w latach 80. XIX w.) mocno wpisały się w berliński krajobraz. Największy sklep sieci - berliński Kadewe - to symbol stolicy Niemiec.

Po ogłoszeniu upadłości koncernu-matki większość z 56 tys. załogi Karstadtów może znaleźć się na bruku. Nawet jeśli domy towarowe przejmie koncern Metro, właściciel konkurencyjnych Kaufhofów. Według analiz rynkowych wiele niemieckich miast jest zbyt biednych, by utrzymać luksusowe domy towarowe. Mimo to do tej pory działała w nich filia Karstadtu.

Stracą też firmy, które wynajmowały Arcandorowi lokale na sklepy. Zadłużenie z tytułu niepłaconych czynszów rośnie, a nie wiadomo, czy koncern je spłaci. Obecnie media spekulują, że przyszły syndyk masy upadłościowej pozrywa długoterminowe umowy najmu i będzie negocjował nowe - za o wiele mniejsze kwoty. Podobny los może spotkać dostawców. Jednym słowem, w Niemczech zapowiada się plajta roku.





Przez ostatnie kilka miesięcy politycy CDU i SPD robili wszystko, by nie dopuścić do upadku koncernu Opla. Dlaczego nie walczą o Arcandora?

Komentatorzy tłumaczą, że Karstadt nie jest w oczach niemieckich polityków tak prestiżową firmą jak Opel. Nie ma też tak zdyscyplinowanej armii związkowców, która mogłaby wyjść na ulice. Skutki społeczne upadku koncernu rozłożą się równomiernie po całym kraju. W przypadku Opla poważnie ucierpiałyby całe miasta, do tej pory żyjące z koncernów. No i w końcu Opel był na łasce plajtującego amerykańskiego koncernu General Motors. Arcandor może zaś ciągle negocjować z niemieckimi inwestorami i wierzycielami. Dlatego Merkel, nie mrugnąwszy powieką, mogła odprawić Arcandora z kwitkiem.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów