Od kiedy w poniedziałek prezes PKO BP Jerzy Pruski ogłosił chęć przekazania akcjonariuszom całego zysku (2,9 mld zł), a następnie wyemitowania nowych akcji za 5 mld zł, bank jest pod stałym ostrzałem NBP i KNF.
- Wypłata dywidendy przez PKO obniży jego współczynnik wypłacalności z 11,6 do 9 proc. Wypłacenie zysku największego banku kontrolowanego przez skarb państwa nie jest dobrym przykładem dla innych - grzmiał prezes NBP Sławomir Skrzypek. Jego zdaniem po takim kroku PKO BP zagraniczni właściciele polskich banków nie będą palić się do wyciągania z kieszeni pieniędzy na świeży kapitał dla swoich "córek". A te nie będą w stanie kredytować polskich firm i konsumentów.
Skrzypkowi kilka godzin później odpowiedział premier Donald Tusk. - Zarówno z prezesem Skrzypkiem, jak i szefem nadzoru finansowego będę o tej sprawie rozmawiał. Sytuację w PKO BP będziemy analizowali w najdrobniejszych szczegółach - obiecał premier.
W innym tonie wypowiedział się minister finansów Jacek Rostowski. - Emisja w połączeniu z dywidendą wzmocnią bank, bo przecież per saldo będzie miał o dwa miliardy złotych kapitału więcej - powiedział Rostowski. W odpowiedzi na uwagę, że dywidenda wzmocni także
budżet państwa, odparł: "Wszyscy będą wzmocnieni".
Z wypowiedzi przedstawicieli resortu skarbu wynika, że w sprawie dywidendy z PKO BP mogło dojść do nieporozumienia. Jedna z wersji, którą usłyszeliśmy, mówi, że Ministerstwo Skarbu od początku zamierzało najpierw przeprowadzić emisję akcji, a dopiero potem wypłacić dywidendy. - Ministerstwo wcale nie oczekiwało wypłaty dywidendy w sposób zaproponowany przez bank. Oczekiwaliśmy podwyższenia kapitału spółki, a dopiero potem rozważenia ewentualnej wypłaty dywidendy - mówi Maciej Wewiór, rzecznik resortu skarbu.
- Działanie w stylu "najpierw dywidenda, a potem się zobaczy" nawet z perspektywy interesów
budżetu państwa byłoby absurdalne. Zostawiłoby PKO BP na kilka miesięcy bez kapitału w czasie kryzysu. Emisja akcji po wypłacie dywidendy musiałaby się odbyć po niższej cenie, bo i rynkowa wartość banku byłaby już niższa - mówi nasz informator w resorcie skarbu.
Skarb państwa zapewnia, że nie wywierał nacisków na zarząd PKO BP, ale też nie jest tajemnicą, że jego przedstawiciele w radzie nadzorczej
banku PKO BP otwarcie informowali o tym, jakie są preferencje głównego właściciela.
Zdaniem niektórych analityków plan "najpierw sprzedaż akcji, potem dywidenda" nie byłby zły. - Z punktu widzenia budżetu istota tej operacji sprowadzałaby się do zredukowania deficytu i zwiększenia zadłużenia państwa - mówi Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.
Z kolei według Jerzego Osiatyńskiego, b. ministra finansów i b. członka rady PKO BP, tego typu operacje nie są dobrym pomysłem, bo zmniejszają przejrzystość budżetu państwa i zaciemniają rzeczywisty stan finansów publicznych. - Jeśli w
budżecie jest problem strukturalny, to tego rodzaju jednorazowe operacje go nie zniwelują. A szkodzą bankowi, ograniczając jego możliwości rozwoju. Na bank trzeba patrzeć nie tylko w kategoriach bieżących zysków, ale także jego zdolności generowania dochodów w długim terminie. Jak ktoś żyje ze sprzedaży jajek, to nie powinien zabijać kury - mówi Osiatyński.
Według Janusza Jankowiaka nie ma wątpliwości, kto na takiej "twórczej księgowości" traci. - Są to mniejszościowi akcjonariusze banku. Z ich punktu widzenia operacja "rozwodnienia kapitału" nie jest opłacalna - tłumaczy Jankowiak. - W budżecie państwa musi być stan wyższej konieczności, skoro rząd się decyduje na takie posunięcia. Szkoda, że tworzy się przy tym tyle zamieszania - dodaje Maciej Grelowski z Business Centre Club.
Akcje PKO BP staniały wczoraj na giełdzie o blisko 3 proc. - najwięcej ze wszystkich spółek z indeksu WIG20. - Inwestorzy wiedzą, że jeśli w emisji nie obejmą nowych akcji, ich udział w akcjonariacie spadnie. To znaczy, że zmniejszą się ich zyski przy podziale dywidendy - wyjaśnia Michał Sobolewski, analityk IDM.
Rozmowa z Andrzejem Stopczyńskim, dyr. Pionu Nadzoru Bankowego w KNF Czy KNF podejmie jakieś działania, jeśli PKO BP wypłaci dywidendę wbrew zaleceniom nadzoru? Zobowiążemy zarząd banku do uaktualnienia oceny sytuacji finansowej, wziąwszy pod uwagę również bardzo pesymistyczny scenariusz kondycji rynku. Oczekujemy, że bank pokaże nam, iż po wypłacie dywidendy będzie w stanie funkcjonować bez przeszkód, co oznacza także prowadzenie normalnej akcji kredytowej. W przeciwnym razie może to oznaczać, że bank nie dysponuje wystarczającym kapitałem, co jest podstawą do zażądania od niego utrzymania odpowiedniego poziomu funduszy własnych.
Ostateczny głos w sprawie dywidendy należy do akcjonariuszy i to oni będą ponosić odpowiedzialność, łącznie z ewentualnymi działaniami w razie, gdyby bank potrzebował pomocy.
Czy wypłata dywidendy przez PKO BP może spowodować "rozprężenie" w innych bankach i ryzyko, że też zaczną wypłacać dywidendy swoim akcjonariuszom? Jesteśmy przekonani, że dotychczasowe rekomendacje zarządów i decyzje właścicieli uwzględniały rzetelną ocenę sytuacji banków i potencjalne scenariusze zmian w ich otoczeniu.