Dlaczego akurat 14 czerwca? Bo jak wynika z ustawy budżetowej, udział wydatków publicznych w
PKB wynosi w tym roku 44,85 proc. A taka właśnie część roku minie w niedzielę. Od tego momentu będziemy zarabiać nie na państwo, lecz na siebie.
W zeszłym roku dzień wolności podatkowej też wypadł 14 czerwca. Wtedy jednak udział wydatków w PKB był nieco wyższy, tyle tylko, że rok był dłuższy, bo przestępny. Gdyby nie to, w grę wchodziłby 15 czerwca. W skali roku obecne święto wypada więc szybciej. - Tę symboliczna poprawę zawdzięczamy obniżce stawek podatku od dochodów osobistych - tłumaczy Andrzej Sadowski, ekspert Centrum im. Adama Smitha. Stawki PIT spadły z 19, 30 i 40 do 18 i 32 proc. Postęp jest też efektem przyjęcia w ustawie budżetowej większego PKB.
Choć i tak wydaje się to skandalicznie późno, w połowie lat 90. dzień wolności podatkowej wypadał w pierwszych dniach lipca. Zdaniem ekspertów największy wpływ na przesuwanie się święta podatników w stronę początku roku miała wprowadzona przez rząd Millera obniżka do 19 proc. stawki podatku dochodowego płaconego przez firmy. Na to nałożyło się jeszcze wejście Polski do Unii, w której nasze firmy świetnie sobie radzą, niejednokrotnie wypierając firmy zachodnie.
- Wciąż jednak finansowe potrzeby państwa pochłaniają niemal połowę zarobków przeciętnego Polaka - przyznał Andrzej Sadowski na konferencji prasowej w środę. Tak wysokim obciążeniem jest podatek dochodowy, VAT, akcyza i różne składki nakładane na
wynagrodzenia.
- By pracownik dostał na rękę np. 2000 zł pensji, pracodawca musi dołożyć jeszcze 1600 zł na pokrycie przeróżnych składek i narzutów na płacę. To aż 80 proc. wypłaty netto. W sumie taki pracownik kosztuje go 3600 zł - mówił prezydent Centrum im. Adam Smitha Robert Gwiazdowski.
Tak znaczne obciążenie płac i progresja podatkowa w poprzednich latach (im wyższy dochód, tym bardziej opodatkowany) to rzecz najgorsza z możliwych. Choćby dlatego, że utrudniała rozwój klasy średniej. - A to, że takie rozwiązania są powszechnie na zachodzie Europy, wcale nas nie tłumaczy - uważa Gwiazdowski. - Gdy dwie identyczne żaglówki płyną jedna za drugą, a sternik drugiej naśladuje manewry sternika pierwszej, to nigdy jej nie dogoni. Ponieważ to my gonimy Zachód - przekonywał prezydent Centrum - musimy śmielej zmieniać nasz system podatkowy i obniżać obciążenia.
- Żądajmy raju podatkowego dla wszystkich Polaków, nie tylko dla posła Palikota - śmiał się Andrzej Sadowski. Zdaniem Gwiazdowskiego Janusz Palikot, dążąc do zmniejszenia swoich obciążeń podatkowych, świeci przykładem. - Szkoda - zżymali się eksperci Centrum - że wiedząc, co jest dobre dla ich własnych podatków, posłowie w równym stopniu nie dbają o resztę podatników. Nasze formularze podatkowe nie kurczą się, lecz tyją. A cały nasz system podatkowy w raporcie Banku Światowego zajął 142. miejsce i został oceniony jako nieprzyjazny.
Kiedy wypada dzień wolności podatkowej w innych krajach? W Stanach Zjednoczonych już w połowie kwietnia, a w Wielkiej Brytanii w połowie maja. Za to
Niemcy i Szwedzi świętują dopiero w lipcu.
Niewykluczone jednak, że nasze świętowanie w połowie czerwca jest przedwczesne. Wszystko przez zapowiadaną nowelizację
budżetu i prawdopodobną podwyżkę podatków (m.in. akcyzy na alkohole, papierosy i być może paliwa), które rząd może zaordynować pod hasłem walki z kryzysem. Choć premier i minister finansów deklarują, że nie chcą tego robić, ekonomiści nie wykluczają takiego scenariusza w przypadku mniejszych od planowanych wpływów do budżetu. Wówczas w kasie państwa może zabraknąć nawet kilkadziesiąt miliardów złotych. Niedawno jedna z gazet napisała, że rząd rozważa podwyżkę podstawowej 22-proc. stawki VAT. Kancelaria premiera zaprzeczyła. Podobnie Ministerstwo Finansów, które decyzje o nowelizacji i ewentualnych zmianach podatków uzależnia od danych o majowych wpływach podatkowych do budżetu. Wiadomo, że na razie nie grozi nam podwyżka stawek podatku dochodowego, bo tego nie można robić w ciągu roku.