Gazociąg Nord Stream powstanie zgodnie z planem do końca 2011 r., zapewnia szef Gazpromu Aleksiej Miller. - To najtańszy korytarz eksportowy gazu - zachwalał w czwartek Miller na konferencji energetycznej we włoskim kurorcie
Porto Cervo na Sardynii. Ale państwa nad Bałtykiem dotąd nie zgodziły się na tę inwestycję i wysuwają wobec niej nowe zastrzeżenia.
W tym tygodniu premier Szwecji Fredrik Reinfeldt publicznie zbeształ ambasadora Rosji przy UE Władimira Czyżowa, który domagał się, aby zatwierdzenie budowy Nord Stream było priorytetem dla szwedzkiej prezydencji w UE, który wypada w drugiej połowie br. - Ocenimy ten projekt zgodnie ze szwedzkim prawem, bo wierzymy w państwo prawa. Nasza decyzja będzie oparta na obowiązujących przepisach, a nie na opinii politycznej - powiedział Reinfeldt cytowany przez AFP. Zwracając się do Czyżowa, premier Szwecji dodał: - Chcielibyśmy, aby rząd i społeczeństwo Rosji postępowały podobnie wobec szwedzkich firm i traktowały je, opierając na zasadzie państwa prawa, a nie na innych zasadach.
Zastrzeżeń nie kryje też
Estonia, która dwa lata temu nie zezwoliła Nord Stream na prowadzenie badań na swoich wodach. Z tych zamiarów konsorcjum nie zrezygnowało, wywołując reakcję Tallina. - Chcielibyśmy przypomnieć Nord Stream, że potrzebuje zezwolenia na taką działalność i nie może uznać za pewnik, że je dostanie - powiedział w tym tygodniu szef estońskiej dyplomacji Urmas Paet. A
Litwa w tym tygodniu zarzuciła, że w Rosji rozpoczęła budowę gazociągiem, zanim przygotowano raport o skutkach inwestycji dla środowiska, a zgodnie z przepisami inwestycji nie można zacząć, zanim nie rozwiąże się problemów ekologicznych związanych z budową i eksploatacją rury.