- Gospodarka polska będzie nadal funkcjonowała w niesprzyjającym otoczeniu zewnętrznym, mimo to zakłada się, że pozostanie ona, podobnie jak w 2009 r., stosunkowo odporna na globalne załamanie gospodarcze - ogłosił rząd.
Rząd przyjął w poniedziałek założenia do przyszłorocznego
budżetu. Zakłada "ostrożnościowo" 0,5-proc. wzrost
PKB i 1 proc. inflacji. Przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej wzrośnie realnie o 1,1 proc., w budżetówce - o 1,0 proc.
Według resortu finansów stopa
bezrobocia na koniec roku osiągnie 13,8 proc. (przeciętne zatrudnienie w gospodarce narodowej zmniejszy się o 2,2 proc., a w sektorze przedsiębiorstw - o 2,8 proc.). Minimalna
pensja podskoczy do 1317 zł (wzrost o 3,2 proc.).
Prognozy ministerstwa są gorsze od szacunków Komisji Europejskiej dla Polski.
Bruksela wieszczy nam w 2010 r. wzrost o 0,8 proc. i 12,1 proc. stopę bezrobocia.
MF przyznaje, że niepewność co do prognoz na przyszły rok zwiększa brak aktualnej prognozy wzrostu PKB na ten rok. Resort zobowiązał się przedstawić do 23 czerwca "Informację o sytuacji makroekonomicznej i stanie budżetu państwa na 2009 r.". Na razie GUS podał, że w pierwszym kwartale tego roku PKB podskoczyło o 0,8 proc.
Wczoraj MF poinformowało, że do końca maja zrealizowano 90,2 proc. tegorocznego deficytu. Wyniósł on po pięciu miesiącach 16,4 mld zł z zapisanych w ustawie budżetowej 18,18 mld zł. Jest to zgodne z harmonogramem przyjętym przez resort, zgodnie z którym deficyt ma rosnąc do lipca (do 16,6 mld zł), a potem - maleć, aby na koniec roku osiągnąć 18,18 mld zł. Tyle że na pewno nie są zgodne z planem dochody budżetu - resort liczył na 114 mld zł, a do publicznej kasy wpłynęło o 3 mld zł mniej (111,05 mld zł).
Dochody z VAT wyniosły 62,7 mld zł, z PIT - 14,9 mld zł, a z CIT 11,9 mld zł. To we wszystkich kategoriach mniej niż w tym samym czasie 2008 r. (z VAT było 65,5 mld zł, z CIT - 13,3 mld zł, z PIT - 15,68 mld zł). Tymczasem, podliczając budżet MF, zakładało blisko 10-proc. wzrost wpływów z podatków.
Lukę w dochodach państwa rząd chce łatać, pobierając dywidendę od KGHM czy PKO BP. To na pewno jednak nie wystarczy. Ekonomiści szacują ubytek w dochodach z powodu niższego tempa wzrostu na nawet 30-50 mld zł.
Rostowski chce przedstawić rządowi projekt nowelizacji tegorocznego budżetu 7 lipca.