Microsoft i Komisja Europejska będą mogły wkrótce "świętować" dekadę walki ze sobą. Na razie to
Bruksela jest w niej górą. Wykazała przed unijnym sądem, że Microsoft na dwa sposoby nadużywał dominującej pozycji rynkowej: nie dawał konkurentom informacji o tym, w jaki sposób systemy operacyjne Windows współpracują z serwerami, w efekcie czego programy pisane przez konkurencję nie działały równie dobrze jak programy Microsoftu. Komisja udowodniła też, że Microsoft wycinał z rynku konkurencyjne firmy produkujące odtwarzacze multimedialne (takie jak np. RealPlayer), bo dodawał - za darmo - własny odtwarzacz do Windowsów.
Za te przewinienia (i za późniejsze lekceważenie nakazów Komisji nakazującej zaprzestanie nielegalnych praktyk i naprawę szkód) Komisja Europejska nałożyła na Microsoft łącznie 1,7 mld euro kary.
Wkrótce Komisja ma ogłosić kolejny werdykt: czy Microsoft załamał prawo, od 1996 r. sprzedając system Windows z przeglądarką internetową Explorer. Żeby udowodnić swoją dobrą wolę (i chcąc uniknąć kolejnej kary) Microsoft zdecydował się na nietypowy krok: ogłosił, że kolejna wersja Windowsów (oznaczona numerem 7) ma być sprzedawany w sklepach w ogóle bez Explorera.
Ale Komisja domagała się, żeby Microsoft zastosował zasadę "must carry" - razem z nowym Windowsem sprzedawał kilka różnych przeglądarek, z których użytkownik sam wybierałby jedną.
Mozilla Corp. (producent przeglądarki Firefox) oraz koncern
Google (producent
Chrome) już udzieliły poparcia prawnego dla Komisji Europejskiej i są gotowe świadczyć na jej rzecz.