Wielkie zamieszanie wokół PKO BP trwa już ponad tydzień. Czy największy w Polsce bank, obsługujący ponad 6 mln klientów, powinien oddać cały swój ubiegłoroczny zysk akcjonariuszom?
Chce tego prezes PKO BP Jerzy Pruski. Obiecuje, że po wypłacie akcjonariuszom prawie 3 mld zł zysku bank nie zmniejszy wartości udzielanych kredytów ani o 50 gr, a za kilka miesięcy bank sprzeda swoje nowe akcje i zasypie dołek po wypłacie dywidendy.
Po drugiej stronie barykady jest Stanisław Kluza, szef Komisji Nadzoru Finansowego. Jego zdaniem wszystkie banki - także PKO BP - powinny gromadzić pieniądze na gorsze czasy. Bo wkrótce może wzrosnąć liczba niespłaconych kredytów. A banki, którym zabraknie kapitału, będą musiały ograniczyć kredyty. To z kolei uderzyłoby w ich klientów oraz w całą gospodarkę.
Na spór o dywidendę nakładają się też kłopoty
budżetu państwa. W poniedziałek Ministerstwo Finansów podało, że
deficyt budżetowy przekroczył już 16 mld zł (na cały rok rząd planuje 18 mld zł).
Rząd rozpaczliwie szuka pieniędzy, także w skarbcach "swoich" spółek. Wczoraj głosami skarbu państwa wyższą dywidendę przegłosowało walne zgromadzenie KGHM. Miedziowy holding planował 7,16 zł dywidendy na każdą akcję, ale ostatecznie stanęło na dużo wyższej wypłacie - po 11,68 zł. A prezes KGHM, który początkowo zamierzał zatrzymać zysk w spółce, odchodzi ze stanowiska.
Czy to samo czeka prezesa PKO Jerzego Pruskiego? W PKO sytuacja jest odwrotna: prezes chciałby wypłacić dywidendę, a Ministerstwo Skarbu uważa, że to zły pomysł. Pomysł wypłacenia pieniędzy popiera tylko minister finansów.
Wczoraj na pole bitwy o dywidendę PKO BP wytoczono nowe, cięższe armaty.
Prezes bez absolutorium? Gdy zarząd PKO BP opublikował wczoraj projekty uchwał na zbliżające się walne zgromadzenie akcjonariuszy - m.in. o wypłacie dywidendy i nowej emisji akcji - okazało się, że część tych uchwał nie ma poparcia rady nadzorczej!
Przy czterech uchwałach znalazły się dopiski: "Rada nadzorcza nie zaopiniowała pozytywnie tej uchwały". Rada nie poparła wypłaty całego zysku na dywidendę dla akcjonariuszy, planów emisji do 650 mln nowych akcji, a także uchwał o udzieleniu prezesowi Jerzemu Pruskiemu i wiceprezesowi Tomaszowi Mirończukowi skwitowania za działalność w zeszłym roku.
Zaskakują zwłaszcza te dwa ostatnie "weta". Brak skwitowania dla menedżera (tzw. absolutorium), przegłosowany przez akcjonariuszy - w tym skarb państwa kontrolujący 51 proc. akcji - otwierałby drogę do odwołania go ze stanowiska.
Prezes Jerzy Pruski w rozmowie z "Gazetą" nie krył zaskoczenia decyzjami rady nadzorczej: - Jestem zdziwiony, nie znam uzasadnienia tych rekomendacji. Ostateczną decyzję podejmie jednak walne zgromadzenie akcjonariuszy, decydujący głos ma minister skarbu.
W nieoficjalnych rozmowach przedstawiciele PKO BP mówili: - Nie rozumiemy, o co chodzi. W innym opublikowanym wczoraj dokumencie, rocznym sprawozdaniu rady nadzorczej, zarząd został oceniony bardzo dobrze.
Czym podpadł radzie Pruski? Nie wiadomo, jaką większością głosów rada uchwalała swoje opinie do poszczególnych uchwał. Nieoficjalnie wiemy, że nie była jednogłośna. Członkowie rady solidarnie odsyłali nas z pytaniami do szefowej rady Marzeny Piszczek. Do zamknięcia tego wydania "Gazety" nie udało nam się z nią skontaktować.
W wypowiedzi dla agencji Reuters przyznała, że radzie nie spodobał się pomysł prezesa Pruskiego, by PKO BP najpierw wypłacił wielką dywidendę, a dopiero potem wyemitował akcje.
- Zaproponowany przez zarząd pakiet, w którym uzależniono podwyższenie kapitału od stuprocentowego wyprowadzenia z banku dywidendy, uważamy za projekt ryzykowny i niekorzystny dla banku. A zarząd nie zaproponował żadnej alternatywy - powiedziała Piszczek. Nie wykluczyła, że PKO wypłaci w przyszłości tzw. dywidendę zaliczkową (akonto przyszłorocznych zysków). I to nawet w tym roku, o ile wyniki banku będą na to pozwalały.
Co na to wszystko skarb państwa? Ani myśli rozwiązać problem. Wiceminister skarbu Joanna Schmid w rozmowie z PAP oświadczyła tylko, że resort "przez dwa tygodnie wnikliwie przeanalizuje" stanowiska prezesa Pruskiego i rady nadzorczej.
Nieoficjalne źródła zbliżone do resortu skarbu wskazują też inny - poza dywidendą - powód braku akceptacji rady dla absolutorium dla prezesa Pruskiego i wiceprezesa Mirończuka. Obaj prowadzili projekt zakupu przez PKO BP polskiej części majątku AIG. I zdaniem Ministerstwa Skarbu chcieli zapłacić za ten bank zbyt dużo.
Jaka dywidenda? Na co emisja? Wtorkowe decyzje rady nadzorczej PKO BP zmniejszają szanse akcjonariuszy banku na stuprocentową dywidendę z jego akcji, ale kurs PKO na giełdzie poszedł w górę. Zyskał 0,4 proc., choć indeks WIG20 spadł wczoraj o 1,3 proc. Zdaniem większości analityków bank wypłaci jakąś część zysku akcjonariuszom. Tyle że nie wiadomo jeszcze jaką.
- Wydaje mi się, że w radzie nadzorczej nie ma zgody co do projektów uchwał. Wysokość dywidendy i wartość, o jaką podwyższony będzie kapitał, nie są przesądzone i naszym zdaniem mogą ulec zmianie nawet w trakcie walnego zgromadzenia - powiedziała Iza Rokicka, analityk UniCredit.
Marta Jeżewska, analityk
BRE Banku, rysuje koncepcję, że celem emisji aż 650 mln nowych akcji jest zdobycie pieniędzy m.in. na zakup części udziałów w PZU.
- W propozycjach uchwał na najbliższe walne zgromadzenie udziałowców PZU jest nie tylko wypłata dywidendy z zysków za 2008 r., ale i uchwała o możliwości podziału zysków z lat ubiegłych. I uchwała o przegłosowanie absolutoriów dla członków władz ubezpieczyciela urzędujących w 2006 r. - zwraca uwagę Jeżewska.
Jej zdaniem takie decyzje pozwalałyby rozwiązać wreszcie spór z Eureko i budować wokół PKO BP i PZU największą w naszej części Europy grupę bankowo-ubezpieczeniową. Resort skarbu tego nie komentuje.