Jak dowiedziała się "Gazeta", skarb chce pobrać pół miliarda złotych zysku z
Giełdy Papierów Wartościowych w
Warszawie i ponad 100 mln zł z Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych. Z wzięciem tych pieniędzy minister skarbu czeka tylko do nowelizacji ustawy o obrocie instrumentami finansowymi.
Ważą się też losy dywidendy z PZU. Jeśli skarb porozumie się z Eureko, to grupa ubezpieczeniowa pożegna się przynajmniej z częścią 2,34 mld zł zysku.
Dlaczego akurat w tym roku skarb stał się tak bezwzględny? - To była moja decyzja, w porozumieniu z ministrem finansów, żeby podnieść wpływy do
budżetu z tytułu dywidend z 3 do 5 mld zł. To duży wzrost w stosunku do początkowych planów, ale budżet w tym roku jest trudny - mówi "Gazecie" minister skarbu Aleksander Grad. Zapewnia, że nie ma mowy o wyżymaniu spółek bez względu na ich wyniki i sytuację gospodarczą. - Każdy przypadek oceniamy oddzielnie.
Jednak potrzeby budżetowe są tak wielkie, że - jak przyznaje Grad - z gotówką może się pożegnać także kilka tych spółek, które w 2008 r. zysku nie przyniosły, ale z poprzednich lat zachowały pieniądze na kontach.
Spać spokojnie mogą jedynie Orlen i Lotos (które w ubiegłym roku wypłacały olbrzymią dywidendę, ale cały 2008 r. zamknęły na minusie). - Z nich dywidendy nie ściągniemy - ucina Grad.
- Nie będziemy ograbiać spółek do naga, ale sprawdzimy, która ma pieniądze na koncie, kto ma płynność - dodaje jeden z resortowych ekspertów proszący o zachowanie anonimowości.
Politycy PO zdają sobie sprawę z tego, że w tym roku skarb państwa zostanie oceniony jako bezlitosny właściciel. - Nie ma wątpliwości, że właściciel prywatny jest dla spółek lepszy niż publiczny. Jeśli porównać z działaniami inwestorów prywatnych, to odniesienie dla ministra skarbu państwa wypada niekorzystne. Jednak trzeba pamiętać, że skarb państwa ma problem budżetowy - mówi "Gazecie" Tadeusz Aziewicz, szef sejmowej komisji skarbu. - Rząd musi wybrać rozwiązanie, które jest dobre z punktu widzenia interesu publicznego. W kontekście zagrożeń dla funkcjonowania całej gospodarki problem budżetowy jest dużo ważniejszy. Rozumiem i szanuję interes spółek, ale musimy mieć świadomość, jakie są konsekwencje zwiększania deficytu i cięć budżetowych - podkreśla Aziewicz.