- Powiedziałem naszym udziałowcom, że mamy zamiar inwestować po 5-10 proc. zysku operacyjnego w wyszukiwarki. I to nawet przez pięć lat - mówił wczoraj w
Chicago na lunchu z przedsiębiorcami Steve Ballmer, szef Microsoftu. - Przez lata inwestowaliśmy w konsole Xbox i teraz ten segment przynosi nam zyski. Jesteśmy w stanie osiągnąć to samo z wyszukiwarką - dodał.
Pierwszą poważną salwę w kierunku
Google koncern odpalił na początku czerwca, udostępniając internautom nową wyszukiwarkę Bing.
Wczorajsza deklaracja Ballmera oznacza, że Microsoft, który przespał internetowy boom, sięgnie teraz głęboko do kieszeni. Na samą kampanię reklamową Binga ma zamiar wydać 100 mln dol. Ale to fraszka w porównaniu z zapowiadanymi inwestycjami - w zeszłym roku fiskalnym (w przypadku Microsoftu zakończonym w czerwcu 2008 r.), zysk operacyjny koncernu przekroczył 22 mld dol. A to oznacza, że rocznie w rozwój wyszukiwarki Microsoft jest gotów wpompowywać 1-2 mld dol.
Jak pokazują dane comScore, firmy monitorującej ruch w sieci, Bing może zaliczyć debiut do udanych. W pierwszym tygodniu wyszukiwarka zgarnęła 11,3 proc. amerykańskiego rynku. W drugim - już po opadnięciu pierwszej fali zainteresowania - zwiększyła swój udział do 12,1 proc. Przed debiutem Binga koncern z Redmond miał 9 proc. udział w rynku.
Analitycy zastanawiają się jednak, czy nowa wyszukiwarka utrzyma to tempo - według danych comScore, w maju Google miało 65 proc. amerykańskiego rynku, Yahoo - 20 proc.
- Nie wskakuje się od razu z 8 do 80 proc.. Trzeba być cierpliwym. Podstawowy błąd, jaki popełniają ludzie w naszej branży, to zbyt szybko rezygnują - mówił Ballmer. Przyznał też, że Microsoft przegapił zmianę technologiczną i idącą wraz z nią zmianę w branży internetowej. - Przespaliśmy to, ale teraz nasz młyn już miele - dodawał.
Czy inwestycje Microsoftu w Bing rzeczywiście mogą szybko się zwrócić? Z naszych uproszczonych obliczeń wynika, że jest o co się bić. W ostatnim kwartale Google zebrało 5,5 mld dol. przychodów, z czego z rynku amerykańskiego - ponad 2,64 mld dol. (48 proc. wszystkich przychodów).
Przypomnijmy - według comScore Google ma 65 proc. udziału w rynku w
USA. Kierując się tylko tym jednym wskaźnikiem, w tym momencie wartość jednoprocentowego udziału w tym torcie można szacować na ponad 160 mln dol. rocznie. Jednak jeśli podobną arytmetykę zastosujemy wobec Yahoo (400 mln dol. z wyszukiwania w ostatnim kwartale), wartość 1 proc. rynku będzie o połowę niższa.