Pakiet to dwa projekty ustaw: o łagodzeniu skutków kryzysu ekonomicznego dla pracowników i przedsiębiorców oraz nowelizacja ustawy o PIT. W sumie - zbiór pomysłów na walkę z kryzysem. W wystąpieniach poselskich co chwilę pojawiało się jednak pytanie o rozwiązanie, którego tam nie ma. Chodzi o zwolnienie od podatku bonów towarowych, które pracownicy dostają z pieniędzy zakładowego funduszu socjalnego lub funduszy związków zawodowych. Czwartkowy "Dziennik" napisał, że zwolnienie było w projekcie ustawy przyjętym przez rząd, ale potem "w tajemniczych okolicznościach (...) ten zapis nagle wyparował". Jak przed laty słynne słowa "lub czasopisma" z ustawy medialnej. - Jak to się stało? Kto usunął zwolnienie? - te pytania posłowie wielokrotnie zadawali w piątek wiceministrowi finansów Maciejowi Grabowskiemu.
Minister z przekąsem dziękował posłom za cytowanie "Dziennika", który - jak stwierdził - "w sposób kłamliwy przytaczał jego słowa i przeinaczał fakty". - Stwierdzenia, że te zapisy zniknęły w tajemniczych okolicznościach, nie mają potwierdzenia w faktach - mówił minister.
I tłumaczył, że postulat zwolnienia bonów z podatku pojawił się w czasie prac nad pakietem antykryzysowym w Komisji Trójstronnej. Dlatego Ministerstwo Finansów wpisało zwolnienie do projektu nowelizacji ustawy o PIT. Dzięki niemu pracownik nie musiałby płacić podatku od bonów na zakupy o wartości do 380 zł rocznie, które otrzyma z funduszu socjalnego lub funduszy związkowych.
Ale rząd nie chce zwolnienia dla bonów. - Rada ministrów zgodnie ze swoimi kompetencjami zmieniła w naszym projekcie zapis dotyczący bonów - mówił minister Grabowski. Wyjaśnił, że zamiast bonów rząd zdecydował się zwolnić od podatku gotówkę wypłacaną pracownikom z funduszu socjalnego i funduszy związków zawodowych. - To rozwiązanie korzystniejsze dla pracowników. Gotówkę można wydać u rzemieślnika i w małym sklepie, nie tylko w dużych sieciach handlowych, jak to ma miejsce w przypadku bonów. To główny powód zmiany - mówił Maciej Grabowski.
Z taką zmianą godzą się związkowcy i większość organizacji pracodawców. Walkę w Sejmie o bony zapowiada natomiast Konfederacja Pracodawców Polskich. Nieoficjalnie w resorcie finansów i od związkowców można usłyszeć, że KPP lobbuje w interesie swoich członków - międzynarodowych korporacji zajmujących się sprzedażą bonów. W Sejmie posłowie przyznawali w piątek, że jest o co walczyć, bo rynek bonów w Polsce jest wart 2-3 mld zł. Ale KPP zaprzecza. Ekspert Konfederacji Adam Ambrozik powiedział "Gazecie", że tylko trzy z pośród 6 tys. firm zrzeszonych w KPP zajmuje się sprzedażą bonów. Zaklinał się, że nie ma to wpływu na działania KPP.
W piątek posłowie zgodnie opowiedzieli się za przesłaniem projektów ustaw z pakietu antykryzysowego do dalszych prac w komisjach polityki społecznej i finansów. - Projekty realizują aż 10 z 13 punktów pakietu antykryzysowego przyjętych przez Komisję Trójstronną - zachwalała minister
pracy Jolanta Fedak. Koalicjanci z PO i PSL chwalili przepisy uelastyczniające czas pracy w firmach. Gdy firma nie ma zamówień, ludzie będą mogli pracować krócej - np. sześć godzin dziennie. Gdy
zamówienia się pojawią - dłużej, np. dziesięć godzin. Ale pracodawca nie będzie płacił za nadgodziny. Szef może wymagać od pracownika przychodzenia do firmy w różnych godzinach, np. żeby zjawiał się rano, wychodził przed południem i wracał tuż przed północą. Znów bez nadgodzin.
Opozycja nazywa pakiet "pakiecikiem". Przekonuje, że jest spóźniony. Nie podoba jej się też m.in. wysokość dopłat rządowych do tzw. postojowego. Zgodnie z projektem, gdy liczba zamówień na produkty czy usługi firmy spadnie o co najmniej 30 proc., przedsiębiorca, zamiast zwalniać grupowo, wypłaci pracownikom minimalną pensję 1276 zł brutto. Prawie połowę tej kwoty sfinansuje państwo. Zdaniem opozycji to za mało. Co więcej - wymóg braku zaległości w podatkach i składkach na ZUS uniemożliwi wielu firmom skorzystanie z tej pomocy. Opozycja zapowiada poprawki, m.in. zwalniające od podatku bony towarowe.