Widniały na nich adresy stron internetowych: mStop.pl, NabiciwMultibank.pl i NabiciwmBank.pl. Strony stworzyli klienci obu banków, którzy wzięli w nich kredyty hipoteczne przed jesienią 2006 r. Wtedy ich oprocentowanie - jak twierdzą klienci - zarządy banków ustalały według własnego widzimisię. Podwyższały, kiedy
stopy procentowe NBP szły w górę, i ociągały się z obniżkami, kiedy stopy spadały. Umowy dawały zarządom banków prawo swobodnego ustalania oprocentowania. Klienci zaczęli się irytować jesienią ubiegłego roku, gdy frank z tygodnia na tydzień drożał, a chociaż centralny bank Szwajcarii kilkakrotnie ciął stopy procentowe, oprocentowanie ich kredytów nie spadało. Gdy niezadowoleni wydzwaniali do banków, te zaproponowały im przejście na stosowany przez większość banków system oprocentowania (WIBOR/LIBOR plus marża). Ale zaproponowały obecne wysokie marże. A klienci chcieli, by były takie, jak w momencie gdy brali kredyty.
W styczniu zbuntowani klienci stworzyli strony internetowe mStop.pl i Nabiciwmbank.pl. Skarżyli się Komisji Nadzoru Finansowego i Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który wszczął postępowanie przeciwko mBankowi. Buntownicy oklejali też prywatne
samochody plakatami ostrzegającymi przed korzystaniem z usług obu banków. Teraz zaczęli regularną kampanię reklamową. Za kilkanaście tysięcy złotych, które zebrali z dobrowolnych składek wydrukowali billboardy z pisanym dużymi literami hasłem: "20 000* osób straciło zaufanie do mBanku i MultiBanku". Mniejszymi literami wyjaśniali, że liczbę zawiedzionych klientów zaczerpnęli z artykułu "Gazety Wyborczej". Problem w tym, że "20 000" to liczba klientów z tzw. starego portfela. Ilu z nich straciło do banków zaufanie, nie wiadomo, w naszym artykule nie było o tym ani słowa.
W mBanku i MultiBanku banery wzbudziły konsternację. - Jest nam przykro, że te reklamy się pojawiły. Świadczy to o niezrozumieniu intencji banku - mówi Paulina Rutkowska, rzeczniczka
BRE Banku. Wylicza kroki, które bank do tej pory podjął, by porozumieć się z niezadowolonymi klientami: spotkania, dialog w internecie, propozycje zmiany sposobu naliczania oprocentowania, z których do tej pory skorzystało ok. 4 tys. klientów. - Rozumiem, że dzisiejsza akcja jest próbą wywarcia presji w negocjacjach za pomocą nieprawdziwych argumentów - mówi Rutkowska.