Biznes Ludzie Pieniądze

Jak ratować budżet?

Agata Nowakowska, Piotr Skwirowski, Rafał Zasuń
25.06.2009 , aktualizacja: 25.06.2009 21:34
A A A Drukuj
Premier Tusk i minister finansów Jacek Rostowski szykują nas na wzrost podatków w przyszłym roku.
Jacek Rostowski
Fot. AG
Jacek Rostowski
ZOBACZ TAKŻE
Grozi nam wielka budżetowa dziura, wzrost gospodarczy będzie niski, a pewne wydatki muszą rosnąć, bo jest to zapisane w ustawach.

Co poza dociskaniem podatkowej śruby można zrobić, by ratować finanse publiczne?

Cięcie wydatków

Pole manewru przy cięciu wydatków jest niewielkie, bo 75-80 proc. z nich nie da się ruszyć bez zmiany ustaw. Na dodatek w przyszłym roku pewne wydatki muszą wzrosnąć, np. emeryci mają ustawowo zapewnione podwyżki (inflacja plus 20 proc. realnego wzrostu płac), nie da się też uciec od kosztów obsługi zadłużenia, które przy rosnącym deficycie będzie wyższe.

Ciekawe czy rząd będzie w stanie wywiązać się z 10 proc. podwyżki obiecanej, ale nie zapisanej w ustawie, nauczycielom. Nie ma na to pieniędzy w budżecie.

- Wydatki w przyszłym roku muszą wzrosnąć o co najmniej 15 mld zł - wyliczyli b. minister finansów Mirosław Gronicki i ekonomista Janusz Jankowiak.

Gdzie można by zaoszczędzić? "Ruchome" pieniądze w budżecie to środki na inwestycje, ale akurat na tym państwo nie powinno oszczędzać.

Prawdziwe oszczędności przyniosłyby reformy: zrównywanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, dalsze ograniczanie wczesnych emerytur (służby mundurowe, górnicy), obniżenie waloryzacji rent i emerytur, naprawa ubezpieczeń rolniczych (KRUS) oraz pomocy społecznej, tak by była ona uzależniona nie od dochodów, a od posiadanego majątku.

To wszystko jest w tzw. rekomendacjach rządowych ekspertów, którzy przygotowali raport "Polska 2030". To jednak reformy niepopularne, a w przyszłym roku mamy wybory prezydenckie, w kolejnym - parlamentarne. PSL jak niepodległości broni KRUS, prezydent pewnie wszystko by wetował, a SLD przyklasnęło tym wetom. Na dokładkę oszczędności byłyby z tego za kilka lat. Słowem: pat.

Zadłużanie państwa

Alternatywą jest zadłużanie państwa. Każdy, kto ma kredyt, wie jednak, że pożyczanie kosztuje. Zbyt wysoki kredyt oznacza kłopoty z jego spłatą, aż do wpadnięcia w pułapkę zadłużenia: czyli bierzemy nowe pożyczki, by spłacać stare. Mamy garb, a pieniędzy na zbożne cele i tak nie mamy.

By tego uniknąć, w ustawie o finansach publicznych wprowadzono zapis, że gdy dług publiczny przekroczy 60 proc. PKB, rząd musi przygotować zrównoważony budżet, bez deficytu (w tym roku według MF osiągniemy 51 proc.). To dopiero oznaczałoby wzrost podatków i cięcie - zwykle na ślepo - wydatków. No, chyba żeby Sejm np. zmienił tę ustawę.

Jest inne wyjście, ale też kontrowersyjne. Polska mogłaby się zadłużyć, ale zamiast spłacać ten dług emisją bonów i obligacji, mogłaby na to przeznaczyć przychody z prywatyzacji.

Według Gronickiego i Jankowiaka wartość udziałów skarbu państwa w spółkach giełdowych to blisko 46 mld zł: - Rząd mógłby pogodzić się ze zwiększeniem deficytu, proponując agresywny, dwuletni program prywatyzacji wart minimum 25-35 mld zł". Rząd mógłby się jednak bać oskarżeń o wyprzedaż "narodowych sreber".

To samo zaleca b. wiceminister finansów Stanisław Gomułka. W przyszłym roku dochody z prywatyzacji mają wynieść 10 mld zł, nie wiadomo jednak, czy uwzględnia to zmianę strategii wobec niektórych spółek, np. energetycznego Tauronu, nad którym skarb państwa chciał zachować kontrolę, ale zmienił zdanie.

Sam Tauron jest wart 8-10 mld zł. Do tego dochodzi sprzedaż akcji wielkich spółek giełdowych, w których skarb ma udziały, a które nie mają znaczenia dla bezpieczeństwa energetycznego państwa- KGHM, PKO BP, ZA Puławy, Zakłady Chemiczne w Policach. W sumie są warte ponad 20 mld zł.

Rząd ma przyjąć nowelizację tegorocznego budżetu 7 lipca.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów