Przesłana właśnie do Sejmu ustawa antykryzysowa ma chronić polskie firmy przed kryzysem. Projekt to wspólne dzieło związków, pracodawców i rządu. "Solidarności" nie podobają się jednak rządowe poprawki wprowadzone do pakietu.
Szczególne emocje związku budzi sprawa elastycznego czasu
pracy. Rząd chce wprowadzić tzw. 12-miesięczny okres rozliczeniowy czasu pracy dla wszystkich przedsiębiorców niezależnie od tego, czy kryzys ich dotknął, czy nie.
- W ten sposób wszystkim pracodawcom umożliwia się wydłużenie czasu pracy (w skrajnych wypadkach do 72 godzin tygodniowo, dziś w
kodeksie pracy - 40 godz.), likwidację płatnych dodatków za nadgodziny, a tym samym znaczne obniżenie wynagrodzeń - twierdzi związek.
"Solidarność" burzy się też z powodu ograniczeń w umowach na czas określony.
Rząd chce, by takie umowy nie były podpisywane - tak jak teraz się zdarza - na 20 lat, tylko nie dłużej niż na dwa lata. Dziś umowę na czas określony łatwo zawrzeć i równie łatwo zerwać. Wystarczy dwutygodniowe wypowiedzenie. "Solidarności" nie podoba się jednak, że ta zmiana ma obowiązywać tylko na czas kryzysu, czyli przez dwa najbliższe lata.
- Rozważamy zawieszenie naszego udziału w Komisji Trójstronnej - grozi Janusz Śniadek, szef "Solidarności". Namawia do podobnego gestu dwie pozostałe centrale związkowe - OPZZ i Forum Związków Zawodowych.
- To będzie koniec dialogu społecznego z rządem - twierdzi przewodniczący. - Nie wykluczamy wyjścia na ulice.
Co na to rząd? Jolanta Fedak, minister pracy, się dziwi: - Pierwsze o tym słyszę. "Solidarność" mnie nie zawiadomiła. Muszę poznać szczegóły ich stanowiska. - W tym przypadku nikt w 100 proc. nie może być zadowolony: ani rząd, ani pracodawcy, ani związki. Bo pakiet to kompromis.
Jacek Męcina z PKPP Lewiatan, przedstawiciel pracodawców w Komisji Trójstronnej, jest optymistą. - Mam nadzieję, że się dogadamy. Będziemy rozmawiać na najbliższych posiedzeniach Komisji. Musimy osiągnąć porozumienie - z naciskiem mówi Męcina.